Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Puszysty omlet z krewetkami i zielonymi szparagami

Parę dni temu próbowałam odpocząć po całym dniu przerzucając od niechcenia kanały telewizyjne. Zatrzymał mnie dawny sezon Master Chefa, w którym zespół konkurujących ze sobą zawodników otrzymał zadanie: zrobić jajka na cztery sposoby; na miękko, sadzone, w koszulce oraz omlet. Wydawałoby się, że nic bardziej banalnego, kto z nas nie umiałby ugotować lub usmażyć jajek? To jedna z pierwszych aktywności, zaraz obok ugotowania parówki ;), jakie wykazujemy w kuchni. Jak się okazuje prawidłowe obchodzenie się z jajkiem nie jest wcale takie łatwe.
Juror Gordon Ramsay zachwycał się niektórymi omletami, inne bez cienia litości dyskwalifikował. Postanowiłam sama zmierzyć się z tym trudnym zadaniem. Zrobić omlet puszysty, idealnie ścięty ale nie przesmażony. Jak to wyszło?




 

Składniki:
- opakowanie krewetek gotowanych od Pescanovy
- pęczek zielonych szparagów
- pęczek szczypiorku
- 2 łyżki masła
- 6 kurzych jaj
- łyżka śmietanki kremówki 30%
- szczypta soli
- odrobina czarnego pieprzu



Krewetki rozmrażamy, płuczemy, osuszamy. Pozbawiamy ogonków. Szparagi gotujemy al dente, czyli na nieco twardsze niż zwykle. Łodygi odkrawamy - przydadzą się do czegoś innego (zupy szparagowej? sałatki?) i pozostawiamy główki. Do miski wbijamy jajka, dodajemy śmietankę i sprężynką kuchenną bełtamy ile sił w dłoniach, tak, by do masy dostało się jak najwięcej powietrza. Na patelni rozpuszczamy masło. Wlewamy masę jajeczną. Na niej układamy krewetki i podgotowane szparagi w dowolnej konfiguracji. Omletu nie przekładamy na drugą stronę, więc musimy zrobić wszystko, by góra była ścięta, a dół absolutnie nie przysmażył się. Aby tak się stało należy nieustannie podważać krawędzie omletu, by masa jajeczna dostawała się pod omlet i zastygała tam, tworząc nową warstwę. Pomimo, że farsz - krewetki i szparagi - układałam w całkiem lejącej się masie jajecznej i na początku został pięknie zatopiony, wskutek podważania i przelewania masy na dół, wyodrębnił się i wystaje z omletu. To daje bardzo ładny efekt.
Na koniec oprószamy całość solą, pieprzem i posiekanym szczypiorkiem.
Ja podałam danie z młodziutkimi ziemniakami z masłem i koperkiem oraz sałatką pomidorową. Domownicy byli zachwyceni. Ciekawe jaką notę wystawiłby mi mistrz Ramsay ;).

środa, 12 czerwca 2013

Maślany czarniak z salsą ze świeżych pomidorów

 
Uwielbiam czas, w którym odnotowuję pierwsze pomidory smakujące pomidorowo. Te zimowe i wczesnowiosenne to jakieś smutne nieporozumienie, kiepski substytut aromatycznej, głębokiej czerwieni prawdziwego pomidora. I wreszcie są! Najbardziej lubię lekko różowawe malinówki - są bardzo soczyste, niesłychanie smaczne, a ze względu na głęboki odcień czerwieni zawsze pięknie wyglądają na talerzu.
 

Jak smakuje salsa pomidorowa z malinówek? Nie przesadzę, gdy powiem, że jest to niebo w gębie. Doskonale wypada w towarzystwie czarniaka usmażonego w sklarowanym maśle.


Składniki:
- filet z ryb dorszowatych od Pescanovy
- 4 średnie pomidory malinówka
- 2-3 ząbki młodego czosnku
- młoda cebulka dymka
- pół czerwonej papryczki chili
- garść natki pietruszki
- garść świeżej kolendry
- sok z połowy limonki
- odrobina soli
- masło sklarowane do smażenia (albo zwykłe:))

Rozmrażamy rybę, delikatnie płuczemy pod strumyczkiem bieżącej wody, osuszamy. Oprószamy niewielką ilością soli. Na patelni rozgrzewamy czubatą łyżkę sklarowanego masła (nigdy nie przypala się i jest smaczniejsze). Skręcamy ogień, by nie był zbyt duży i aby ryba dochodziła niezbyt szybko i kładziemy osolone filety z czarniaka na patelni. 



 

Pomidory pozbawiamy skórki, zalewając wrzątkiem, a następnie kroimy w kostkę. Czosnek i cebulkę siekamy drobno. Podobnie - papryczkę chili i zioła. Dodajemy sok z połówki limonki (druga połówka posłuży za dekorację), mieszamy i kładziemy na średni ogień. Całość ma się dusić przez około 10 minut, a sos z czasem powinien zgęstnieć.
Cały czas pilnujemy ryby, jeśli wymaga dołożenia masła - nie wahamy się ani chwili. Nie bójmy się kalorii - ryba bez panierki nie wchłonie wielkich ilości tłuszczu, a dzięki niemu będzie bardzo soczysta.
Gdy sos jest wyraźnie bardziej gęsty, ściągamy rondelek z ognia. Podobnie z rybą - ma być zarumieniona i sprawiać wrażenie, że rozpada się (ale w rzeczywistości wciąż jest zwarta).
Układamy rybę na talerzu i częściowo pokrywamy salsą. Pyszna letnia odsłona rybnego posiłku :).

niedziela, 9 czerwca 2013

Sałatka z truskawkami i ośmiornicą z sosem balsamicznym

Połączenie rukoli, truskawek i fety z dressingiem na bazie octu balsamicznego znane mi jest nie od dziś i chętnie do niego wracam w sezonie truskawkowym. Jako miłośniczka wszelkich stworzeń morskich staram się wzbogacać o ich obecność rozmaite kulinarne receptury. Wbrew pozorom nie jest to trudne - owoce morza są dość zgodne w kuchni i nie powodują niepotrzebnych sytuacji konfliktowych na patelni i talerzu ;). Nie oznacza to jednak, że możemy zupełnie uśpić czujność. Mam w pamięci odcinek show z Gordonem Ramsayem w roli głównej, gdzie mistrz kuchni w bardzo stanowczy sposób wyraził się o specjalności jednego z uczestników, krewetkach w czekoladzie, stwierdzając z niesmakiem iż jest to czysta AROGANCJA. Czekoladowego fondue z owocami morza nie próbowałam i jakoś mnie nie korci, ale ręczę, że ośmiornica z truskawką wypada naprawdę dobrze.


Składniki:
- 2 garście rukoli
- 1/4 kilograma niedużych, dojrzałych truskawek
- kostka sera feta
- opakowanie ramion ośmiornicy od Pescanovy
- 1,5
łyżki octu ciemnego balsamicznego
- 1,5 łyżki oliwy z oliwek
- szczypta soli morskiej
- ząbek młodego czosnku


Rozmrożone ramiona ośmiornicy płuczemy, osuszamy i wraz z posiekanym czosnkiem wrzucamy na patelnię z rozgrzaną oliwą. Delikatnie solimy. Smażymy minutę.
Myjemy liście rukoli. Truskawki również dokładnie myjemy i pozbawiamy szypułek (nigdy odwrotnie - truskawki bez szypułek nabierają wody i stają się mniej smaczne). Możemy też przekroić je na połówki - wnętrze truskawki ładnie prezentuje się na talerzu.
Szykujemy dressing - oliwę i ocet dokładnie mieszamy w szklance, możemy dodać też szczyptę soli.
Otwieramy fetę, odsączamy ją z zalewy. W misce łączymy rukolę, truskawki i dressing. Układamy sałatkę na talerzu. Na wierzch kładziemy podsmażone kawałki ośmiornicy, a następnie na to wszystko kruszymy kawałki fety.

Idealne, lekkie danie na upalny dzień, jak dziś. Smacznego!

środa, 5 czerwca 2013

Parpadelle ze świeżym szpinakiem, miruną i grecką fetą

Dawno nie jadłam makaronu i zapomniałam w jak ekstatyczny stan wprowadza mnie makaronowe danie! Dobrze skomponowane składniki pasty to gwarancja sukcesu kulinarnego i, co warto odnotować, sukcesu niepracochłonnego. Jak wiadomo staram się jeść jak najwięcej dóbr sezonowych, stąd tyle zieloności w ostatnich wybrykach kuchennych. Dziś wzięłam na warsztat wielkie, ciemnozielone liście szpinaku i młodziutki czosnek. Nie zastępujcie polskiego szpinaku supermarketowym odpowiednikiem zamkniętym w plastikową torebkę - to dobry substytut zieleniny w okresie zimowym.




 Składniki:

- wiązanka świeżego szpinaku
- kilka ząbków młodego czosnku
- czubata łyżka masła
- opakowanie filetów z miruny od Pescanovy
- opakowanie makaronu parpadelle (ja użyłam Lubelli)
- pół kostki greckiej fety bądź sera bałkańskiego
- odrobina soli





Rybę - jak zawsze - rozmrażamy, delikatnie płuczemy, osuszamy, a następnie oprószamy solą i pieprzem. I teraz mamy dowolność - można ją upiec z folii aluminiowej, można ugotować na parze, można też usmażyć na oliwie bądź maśle. Wszystko zależy od tego jaka technika będzie Wam w danym momencie najwygodniejszą. Osobiście często wykorzystuję piekarnik, który coś piecze, do upieczenia czegoś jeszcze - w ten sposób oszczędzam energię. :)
Szpinak zawsze płuczemy przez zanurzenie w letniej wodzie - ma w sobie dużo pasku, który objawiłby się później w postaci chrzęszczącym w zębach drobinek, co nie należy do najprzyjemniejszych doznań przy stole. Wypłukany i pozbawiony łodyg (nożycami go!) szpinak wrzucamy na rozgrzaną patelnię z łyżką rozpuszczonego masła. Czosnek dodajemy jednocześnie z liśćmi szpinaku - nie potrzebuje być wcześniej szklony, by uwolnił aromat, a mamy pewność, że się nie zwęgli, bo ilość uwolnionej ze szpinaku wody zapobiegnie temu. Dusimy całość pod przykryciem przez kilka minut, by szpinak zachował zielony piękny kolor.
Makaron gotujemy al dente w osolonym wrzątku. Odcedzamy, nie płucząc.
Następnie łączymy wszystko w obszernym naczyniu, na przykład kamionce lub misie sałatkowej - podduszony szpinak z czosnkiem i masłem, rybę, odcedzony makaron. Można dodać nieco kwaśnej, gęstej śmietany. Podając danie kruszymy nieco fety na jego wierzch. Pychota! :)

środa, 29 maja 2013

Wiosenna sałatka na ciepło

Choć młode ziemniaki są wciąż jeszcze importowane, bo wyjątkowo długa zima niestety dała się we znaki rodzimym uprawom, nie mogę sobie ich odmówić. Ugotowane w mundurkach z płatkiem osełkowego masła i świeżym koperkiem są jednym z moich ulubionych wiosennych przysmaków. Zaraz obok skąpanych w maśle zielonych szparagów! Ponieważ to aktualnie najczęściej goszczone na mym stole warzywa dwoję się i troję, by obiady nie wyglądały tak samo. Dziś serwuję sałatkę na ciepło z upieczonym czarniakiem, pyszną wiosenną dymką i oliwno-cytrynowym dressingiem.



Składniki:
- opakowanie filetów z ryb dorszowatych od Pescanovy
- kilka-kilkanaście młodych ziemniaków

- dwie wiązki zielonych szparagów
- kilka łyżek masła
- pęczek świeżej dymki
- sól morska
- świeżo zmielony pieprz
- oliwa z oliwek
- sok z jednej cytryny





Składniki dania upiekłam w piekarniku, ale można też wszystko ugotować na przykład na parze. Ja akurat skorzystałam z rozgrzanego piekarnika, w którym od dwóch godzin dochodziła wielka pieczeń :). Ziemniaki pozbawione skórki (albo niekoniecznie, ale wtedy porządnie wyszorowane) układamy w naczyniu żaroodpornym, skrapiamy oliwą, solimy. Szparagi, wymyte i pozbawione zdrewniałych końcówek, również układamy w naczyniu żaroodpornym i sowicie smarujemy miękkim masłem. Również oprószamy delikatnie solą. Rybę, rozmrożoną, opłukaną i dobrze osuszoną, solimy, pieprzymy, obkładamy płatkami masła i zawijamy szczelnie w folię aluminiową. Zaczynamy z ziemniakami. Wkładamy je na około 20 minut przed włożeniem szparagów i ryby - tym ostatnim wystarczy zaledwie 10 minut w temperaturze 200st. C.
Gdy wszystko jest upieczone (ziemniaki i szparagi warto sprawdzić wbijając w nie ostry szpikulec noża), wyciągamy z piekarnika i dajemy nieco ostygnąć. Wciąż ciepłe ziemniaki w plastry, na nich układamy szparagi, a na szparagach większe kawałki ryby. Przygotowujemy dressing. Do kilku łyżek oliwy z oliwek dodajemy sok z całej cytryny i dobrze mieszamy. Wylewamy na naszą warzywno-rybną piramidę. Wreszcie siekamy dymkę i obficie sypiemy na całość.
Smacznego!

środa, 22 maja 2013

Quiche z miruną, szparagami i gorgonzolą

Uwielbiam tarty i quiche, zarówno w wersji słodkiej, jak i wytrawnej. To dla mnie gwarancja niepracochłonnego lecz efektownego, eleganckiego obiadu, który zadowoli każde podniebienie. Gdy wiem, że moi goście mają raczej tradycyjne gusta, nie wchodzę w skomplikowane tematy kulinarne, lecz dziś było zgoła inaczej. Moi rodzice lubią nowe smaki a ryby z serem z niebieską pleśnią nijak nie połączyliby, jak sami twierdzą. Po dzisiejszym obiedzie, mam nadzieję, zmienili zdanie.




Składnik ciasta:
-250 g mąki (pszennej tortowej)
-150 g masła, schłodzonego

-1 płaska łyżeczka soli morskiej-1 jajko
- nieco chłodnej wody, by otrzymać odpowiednią konsystencję ciasta


Składniki farszu:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- pęczek zielonych szparagów
- ok.200g sera gorgonzola
- mały kubełek śmietanki kremówki
- 3 jaja


oraz
- masło do posmarowania blachy

 

Na stolnicy przesiewamy mąkę przez sito. Łączymy z masłem, jajem, solą i wodą. Naczynie/formę na tartę posmarować. Gnieciemy aż wyrobi się gładka masa. Gotową kulę ciasta wkładamy do lodówki na około godzinę.
W międzyczasie zajmijmy składnikami farszu. Rozmrożoną rybę płuczemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Solimy i pieprzymy. Szparagi myjemy i pozbawiamy zdrewniałych końcówek łodyg. Do miski wbijamy jajka, roztrzepujemy widelcem. Dodajemy pokruszoną gorgonzolę oraz śmietankę. Mieszamy.
Formę smarujemy masłem. Gdy ciasto jest schłodzone rozwałkowujemy placek o średnicy nieco większej niż średnica formy i wykładamy nim dno i boki formy. Spód dziurkujemy widelcem. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 185st. C. Na ciasto kładziemy folię aluminiową a na nią obciążenie np. suchą fasolę Jaś. Pieczemy około kwadrans, a potem usuwamy obciążenie wraz z folią i pieczemy kolejne 10 minut aż ciasto wyraźnie zrumieni się. Wyjmujemy i przystępujemy do układania farszu.
Na podpieczonym cieście układamy surowe szparagi i surową rybę pokrojoną w dowolne kawałki. Całość zalewamy masą jajeczno-serowo-śmietanową. Pieczemy około 20 minut aż masa zastygnie, a ryba i szparagi będą widocznie upieczone i gotowe do spożycia.
Udanej szparagowo-rybnej uczty! :)

poniedziałek, 20 maja 2013

Niedzielne grillowanie

Pogoda była wczoraj iście bajeczna - słońce prażyło, ale nie tak, by było nieznośnie, lekki zefirek przynosił miłe orzeźwienie, słowem: nic tylko wybyć z domu na cały dzień! Gdy znajomi zaprosili nas na ogrodowe grillowanie, nie musieli dwa razy powtarzać. Jednak tym razem obyło się bez śląskiej i karkówki, furorę natomiast zrobiły grillowane krewetki ze świeżym ananasem w zalewie miodowo-limonkowo-imbirowej. 

W towarzystwie schłodzonego, różowego wina smakowały wyśmienicie.


 

Składniki:
- opakowanie krewetek American Tiger od Pescanovy
- duży dojrzały ananas
- kawałek świeżego imbiru
- łyżka miodu wielokwiatowego
- jedna limonka
- odrobina soli morskiej

 

Krewetki rozmrażamy, płuczemy, osuszamy. Delikatnie oprószamy solą.
Ananas obieramy ze skórki, tniemy w plastry a następnie w mniejsze kawałki. W misce przyrządzamy marynatę do ananasa - wyciskamy sok z jednej limonki, dodajemy miód, trzemy na tarce o małym oczku świeży imbir. Do tejże miski wrzucamy kawałki ananasa. Dokładnie obtaczamy je w marynacie.
Grillujemy kilka minut na aluminiowej tacce. Spożywamy w duecie, uprzednio pozbawiwszy krewetki pancerza :).

środa, 15 maja 2013

Wiosennie i prosto

Wiosenne dobra nie przestają mnie kusić. Ostatnio odjechałam na punkcie ogórków gruntowych - rany, jakaż różnica w smaku między nimi a ich zimowymi kuzynami z importu obciągniętymi folią! Ogórki gruntowe cudownie chrupią, pięknie smakują i doskonale pachną - całą kuchnię spowija ich aromat gdy siekam lub trę. Dziś uraczyłam moją rodzinę prostym, lecz pysznym obiadem z rybą w roli głównej. Młode ziemniaki z koperkiem i mizeria z drobnolistnym szczypiorkiem dopełniły smakowitej całości.


 

Składniki:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- kilkanaście małych młodych ziemniaczków
- pęczek koperku
- pęczek drobnolistnego szczypiorku
- kilkanaście ogórków gruntowych
- masło
- sól
- świeżo zmielony czarny pieprz
- cytryna



Rybę rozmrażamy, płuczemy, osuszamy. Solimy i pieprzymy. Młode ziemniaczki szorujemy kuchenną myjką (strona szorstka) lub szczotką, lecz nie pozbawiamy skórki. Ogórki obieramy ze skórki.
Przygotowujemy trzy naczynia - dwa muszą być żaroodporne i te właśnie smarujemy masłem. Układamy w jednym ziemniaczki, w drugim płaty ryby. Na rybie dodatkowo układamy cienkie paski masła, by nie wyschła podczas pieczenia.
Pieczemy - ziemniaki około 30-40 minut, rybę nie dłużej niż kwadrans w piekarniku rozgrzanym do 200st.C.
Podczas pieczenia możemy zająć się ogórkami - tniemy je w plastry (grubość wedle uznania), solimy i pozostawiamy na chwilę, by puściły sok. Po 10 minutach osączamy z nadmiaru wody, dodajemy śmietanę lub jogurt bałkański/grecki, posiekany szczypiorek, pieprzymy, mieszamy.
Upieczone ziemniaki i rybę oprószamy siekaną zieleniną - ziemniaki koprem, rybę koprem i szczypiorkiem. Układamy ósemki cytryny.

czwartek, 9 maja 2013

Pyszna sałatka z krewetkami i serem bałkańskim

Kalendarz twierdzi, że wciąż wiosna, tymczasem ja wyraźnie czuję, że lato. W związku z czym noszę się letnio, letnio traktuję obowiązki domowe (spacer ważniejszy!) i letnio gotuję. Całkiem po letniemu też odnotowałam spadek apetytu. Lodówka ma wiele do zaoferowania, a ja tylko - warzywniak i warzywniak! No, nie tylko. Owoce morza wychodzą mi na przeciw. I tak w towarzystwie świeżych, soczystych jarzyn oraz pysznych krewetek powitałam dziś dzień. Taki dzień nie może być zły!
 

Składniki:
- opakowanie krewetek American Tiger od Pescanovy
- 2 duże dojrzałe pomidory
- 3 ogórki gruntowe
- pęczek drobnolistnego szczypiorku
- garść posiekanej natki pietruszki
- ząbek czosnku
- oliwa z oliwek
- sok z limonki
- ser bałkański do pokruszenia 





 

Warzywa dokładnie myjemy. Krewetki rozmrażamy, płuczemy i osuszamy. Pomidory kroimy niezbyt drobno, ogórki obieramy i kroimy w grubsze plasterki. Szczypiorek i natkę siekamy. Podobnie czosnek.
Krewetki gotujemy na parze, bądź smażymy na oliwie z oliwek. Obieramy z pancerzy i ogonków. Łączymy z pozostałymi składnikami sałatki. Polewamy oliwą, solimy, pieprzymy, wyciskamy sok z połówki limonki. Kruszymy na całość ser bałkański lub grecką fetę. Mieszamy i spożywamy popijając zimną wodą z kawałkami limonki.
:)

środa, 1 maja 2013

Ryba - nie tylko do zjedzenia!

Przyjście wiosny zawsze wymusza na mnie krytyczny rzut okiem na własne ciało. I o ile w tym roku zadbałam o nie zawczasu regularnie biegając i starając się prowadzić racjonalną dietę, o tyle są pewne rejony, które zawsze będą wymagały niemałego nakładu pracy. Na przykład stopy. Jak się miewają po długiej zimie? Moje, szczerze mówiąc, tak sobie. To znaczy dbam o nie również, gdy ich nie eksponuję, ale jednak wiosną przydaje się kompleksowy, profesjonalny pedicure. I taki zamierzam odbyć jutro. A najlepsze, że zamiast pani z dyplomem z kosmetyki, zajmie się mną armia wyszkolonych rybek!

fot. my deal


Na czym rzecz polega?

Maleńkie rybki pływają w akwarium pełnym wody i wydają się nie różnić niczym od nich ozdobnych krewniaczek. Gdy jednak tylko włożymy do wody dłoń lub stopę, błyskawicznie podpływają i dosłownie oblepiają ją. Tak malutkie, egzotyczne rybki z gatunku Garra Rufa pomagają pozbyć się zrogowaciałego naskórka z dłoni i stóp. Ich dobroczynne działanie ma szerokie spektrum: fundują naszej skórze peeling, poprawiają krążenie, a przy okazji oferują mnóstwo radości, przyjemnie łaskocząc.

fot. stock

Co ciekawe, enzymy zawarte w ślinie rybek działają jak naturalne lekarstwo - przyspieszają odnawianie się naskórka. Zabieg ten poprawia kondycję naszej skóry, ale także znajduje zastosowanie medyczne - sesje w tak zwanym Fish - Spa są popularne wśród osób cierpiących na łuszczycę.
Jeśli męczy Was obawa, że rybki skubiąc nasz naskórek mogą nas zainfekować, porzućcie ją.  Zabieg jest absolutnie bezpieczny, bo rybki nie dysponują zębami, które penetrowałyby głębszą warstwę naszej skóry, ich przyssawka dociera jedynie do zewnętrznej warstwy naszego naskórka.
Kolejną zaletą fish-pedicure jest jego niewygórowana cena. Za trwający około kwadransa zabieg zapłacimy nie więcej niż 35 złotych.
Polecam, wszak ryba wpływa na wszystko!:))



sobota, 27 kwietnia 2013

Burgery sezamowo-krabowe

Jak mija weekend? Ja spędziłam całe przedpołudnie na powietrzu i doskonale zrobiłam wybierając taki rodzaj aktywności (zamiast na przykład mycia okien czy ścierania kurzu, co byłoby całkiem typowe dla soboty), bo później spadł deszcz i tak pada do teraz. Wycieczki rowerowe, choćby i miejskie, to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu, trzeba jednak pamiętać, by odpowiednio się do nich przygotować, szczególnie, gdy wybieramy się z dziećmi i szczególnie, gdy chcemy uniknąć wałówki w stylu: batoniki, wafelki i paluszki. Ja przyrządziłam burgery z surimi, z ziołami i sezamem - podczas postoju na drugie śniadanie było więc bardzo pysznie! ;)



Składniki:
- opakowanie paluszków krabowych Pescanova
- 3 duże ząbki czosnku
- garść świeżej kolendry (może być również mięta lub melisa)
- garść natki pietruszki
- 2 jajka
- 3/4 szklanki sezamu
- olej sezamowy
- nieco soku z cytryny
- świeżo zmielony pieprz
- szczypta soli

opcjonalnie: słodki sos chili jako dodatek


Paluszki surimi rozmrażamy, a następnie rozdzielamy palcami na cienkie włókna i skracamy je, siekając ostrym nożem. Krabową sieczkę wrzucamy do miski, do której następnie wbijamy jajka, dorzucamy posiekane zioła i czosnek, solimy, pieprzymy. Mieszamy. Dodajemy sezam, pozostawiając około 1/3 do obtoczenia burgerów.
Na patelni rozgrzewamy olej sezamowy. Formujemy kotleciki, obtaczamy jeszcze w sezamie rozsypanym na talerzu i smażymy kilka minut na każdej ze stron pilnując, by ogień nie był zbyt mocny, bo spalony sezam nie smakuje dobrze :). Nie zrażajcie się tym, że bugery nie są tak zwarte jak te, które zwykliśmy lepić z mięsa wołowo-wieprzowego z dodatkiem jajka i namoczonej bułki. Nie przeszkadza to jednak spokojnie przekładać ich na drugą stronę, a potem konsumować ze smakiem :).
Udanej niedzieli, może będzie ładniejsza niż sobota!

środa, 24 kwietnia 2013

Wiosennie, zielono, krabowo

Możliwe, że już o tym pisałam i robię się nudna lejąc swe peany na cześć małych, dobrze zaopatrzonych warzywniaków, ale co poradzę na fakt, że kocham warzywniaki i uwielbiam robić w nich zakupy? A już przyjście wiosny gwarantuje rozkwit mojego zakupowego entuzjazmu. Roztkliwiają mnie wielkie bukiety świeżych liści szpinaku, piękne pęczki drobnolistnego szczypiorku, młoda botwina, pełna mocy rzodkiewka. Porzucam więc dobra dostępne przez cały rok - marchewka, seler i buraki idą gwałtownie w odstawkę, ja muszę nacieszyć się świeżo narodzoną zieleniną.
Dziś cały dzień jestem w domu, więc mam czas na niespieszne gotowanie i jedzenie. Na śniadanie posiliłam się iście wiosenną sałatką z paluszkami krabowymi w roli głównej. A może to właśnie wiosenne warzywa zagrały tu pierwsze skrzypce? :)



Składniki:
- opakowanie paluszków krabowych surimi od Pescanovy
- wiązka młodej botwinki
- 5-6 ogórków gruntowych
- wiązka drobnolistnego szczypiorku
- wiązka świeżego koperku
- pół bulwy kopru włoskiego
- oliwa z oliwek
- łyżka soku z cytryny
- musztarda francuska
- szczypta soli
- świeżo zmielony czarny pieprz




Paluszki krabowe rozmrażamy. Warzywa starannie myjemy. Botwinę kroimy na mniejsze kawałki, szczypiorek i koperek siekamy. Koper włoski obieramy z zewnętrznej warstwy i kroimy cienko w półplastry. Ogórki obieramy i tniemy na plasterki. Surimi również kroimy w plasterki - nieco grubsze. Łączymy wszystko. Z oliwy, musztardy francuskiej i soku z cytryny robimy dressing. Solimy i pieprzymy. Jemy z lubością i czujemy wiosnę! ;)
Udanego celebrowania wiosny na Waszych talerzach! :)

sobota, 20 kwietnia 2013

Wiosna i kalmary

Wiosna wreszcie nadeszła i zdaje się teraz swą intensywnością nadrobić spóźnienie. Wczoraj było naprawdę ciepło, a taka aura pogodowa zawsze zmienia moje podejście do jedzenia. Ufam swojemu instynktowi kulinarnemu, a wczoraj podpowiedział mi: mniej, lżej, zielono. Z zatem sałatka raz! Ale żeby nie było tak całkiem zielono i żeby głód nie złapał nas w kilka chwil po odejściu od stołu, proponuję smażone na oliwie kalmary.


Składniki:
- opakowanie pierścieni kalmarów od Pescanovy
- wnętrze zielonej sałaty
- małe opakowanie pomidorków koktajlowych
- świeży ogórek
- czerwona cebula
- drobnolistny szczypiorek
- 2 ząbki czosnku
- oliwa z oliwek
- ocet balsamiczny
- świeżo zmielony czarny pieprz
- szczypta soli
- kilka płatków Parmezanu (tylko dla tych, którzy mają za nic popularny pogląd, że owoców morza nie łączy się z serami!)




Na początku rozmrażamy kalmary, płuczemy je i osuszamy.
Następnie myjemy warzywa - płuczemy dokładnie liście sałaty, odrzucamy zewnętrzne i wybieramy te ze środka - są dużo lepsze i chrupiące. Myjemy też pomidorki, szczypior i ogórek, obieramy cebulę. Kroimy warzywa dowolnie, szczypiorek siekamy drobno. Siekamy również dwa ząbki czosnku.
Rozgrzewamy oliwę i wrzucamy jednocześnie czosnek i kalmary. Smażymy na sporym ogniu, tak, by były lekko zrumienione i chrupiące.
Układamy na dużym talerzu - liście sałaty, pokrojone warzywa, zdjęte z ognia kalmary wraz z oliwą, na której się smażyły. Przysypujemy całość szczypiorkiem, skrapiamy octem balsamicznym. Na koniec kładziemy (lub nie ;)) cienko skrojone płatki Parmezanu. Można jeść! ;)

wtorek, 26 lutego 2013

Seafood fashion!

Dziś nieco z przymrużeniem oka. Spędziłam ostatnio trochę czasu przekopując się przez kolekcje moich ulubionych projektantów, by dowiedzieć się jakie trendy lansowane będą wiosną. A że niedługo mam urodziny zrobiłam sobie listę rzeczy bez których nie sądzę, bym mogła się obejść ;)
Mimo, że na co dzień noszę się raczej zachowawczo, b
ardzo lubię zabawy modą. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje moda inspirowana okazami fauny, a więc wszelkie motywy zwierzęce. I tak szukając inspiracji do kolejnych modowych zachcianek w nadchodzącym sezonie wiosenno-letnim, natknęłam się na morskie stwory! :) Postanowiłam wykorzystać moje odkrycie i pokazać Wam, że owoce morza i ryby można kochać nie tylko na talerzu, ale również jako element oryginalnej stylizacji. 






Co sądzicie o kopertówce zdobnej w podobiznę rybki, wisiorek z ośmiornicą czy sweterku z homarem? Ja jestem naprawdę urzeczona. A jeśli kto myśli, że to dobre dla nastolatek i niewiele ma wspólnego z elegancją i luksusem, to proszę bardzo:

Ta urocza bransoletka charms z morskimi motywami kosztuje, bagatela, niemal 42 tysiące złotych, do nabycia tutaj - klik!
Jak widać zachwyt nad seafood fashion może połączyć studentkę, lubującą się w kreacjach z asos.com i wyrafinowaną damę z niezwykle zasobnym portfelem! ;)