Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Krewetki w sosie słodko-kwaśnym z ryżem jaśminowym

Uwielbiam kuchnię orientalną. Wszystko, co bazuje na cudownej trójcy - czosnek+imbir+chili, natychmiast sprawia, że zaczynam być głodna, niezależnie od tego, że dopiero co jadłam. Tak było i tym razem. Myślałam, że po obfitym śniadaniu mogę szykować obiad bez obaw, że natychmiast połowę pochłonę. Niestety - danie jest tak pyszne, że konia z rzędem temu, kto się oprze. 


Składniki:
- opakowanie krewetek surowych od Pescanovy
- olej roślinny
- 3 średnie marchewki

- duża czerwona papryka
- słoiczek pędów bambusa pokrojonych w słupki (po odsączeniu ok.150g pędów)
- 3 ząbki czosnku
- niewielki korzeń imbiru (po starciu około łyżka)
- papryczka chili
- pęczek szczypiorku
- dwie torebki ryżu jaśminowego (lub innego długoziarnistego)
- sos: 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki octu ryżowego, czubata łyżka dobrego ketchupu, łyżeczka cukru




Krewetki rozmrażamy, płuczemy w zimnej wodzie, odstawiamy od odcedzenia. Ryż wstawiamy do wrzątku i gotujemy wedle wskazówek na opakowaniu (zwykle jest to ok.15 minut). Myjemy warzywa, obieramy marchewki, odsączamy bambus.
Ścieramy na drobnym oczku tarki korzeń imbiru, siekamy drobno czosnek i chili. Marchewkę kroimy w cienkie słupki, paprykę również w podłużne paski. W woku rozgrzewamy olej roślinny. Wrzucamy czosnek z imbirem i chili, a za chwilę potem marchewkę i paprykę. Po minucie smażenia dolewamy odrobinę wody, tak by całość dusiła się. Za 2 minuty dodajemy pędy bambusa. W kubku/miseczce sporządzamy sos. Dodajemy go do warzyw w woku. Energicznie mieszamy. Dodajemy krewetki. Całość smażymy tak długo, aż krewetki staną się różowe. Na koniec dodajemy odcedzony ryż i całość sypiemy posiekanym szczypiorkiem. Część szczypiorku możemy pozostawić do zwieńczenia dania podanego w miseczkach.
Pyszne, naprawdę!

sobota, 7 grudnia 2013

Imprezowa sałatka z krewetkami, ananasem i tuńczykiem

Wczoraj wróciłam do domu bardzo późno, a powodem tegoż była impreza, której idea całkiem spontanicznie narodziła się pomiędzy wieszakami na kurtki w przedszkolu :). Lubię nasiadówki składkowe, bo mam wtedy kojącą świadomość, że nie nadwerężam za bardzo gospodarzy. Lubię też te uginające się od rozmaitych pyszności stoły, które są świadectwem kulinarnej kreatywności gości. Wczoraj było naprawdę pysznie, również za moją sprawą.
Ta sałatka nie jest niczym szczególnie odkrywczym, ale naprawdę doskonale smakuje.


 

Składniki:
- opakowanie krewetek gotowanych od Pescanovy
- puszka ananasa w syropie w kawałkach
- puszka słodkiej kukurydzy
- puszka tuńczyka w oleju
- torebka ryżu do risotto (Arborio)

- czubata łyżka majonezu
- 2 ząbki czosnku
- łyżeczka masła


Rozmrożone krewetki płuczemy, osuszamy i wrzucamy na rozgrzane na małej patelni masło. Chwilę podsmażamy, a następnie odkładamy do ostygnięcia. Ryż gotujemy wedle wskazań na opakowaniu, czyli około kwadransa. Jego również studzimy po ugotowaniu. (Aktualnie doskonale do tego balkon). Otwieramy puszki i odcedzamy ich zawartość z soku, w którym się znajdują. Czosnek przeciskamy przez praskę, bądź siekamy bardzo drobno. Krewetki pozbawiamy ogonków i kroimy na połówki. Czosnek mieszamy z majonezem. Łączymy wszystko razem: kukurydzę, ryż, tuńczyka, kawałki krewetek, ananas i majonez z czosnkiem.
Podajemy schłodzone.

środa, 20 listopada 2013

Szybka sałatka z brokułem i krewetkami

Nie uwierzycie może, ale ta sałatka zajmuje podobną ilość ilość czasu, co zrobienie porządnych kanapek i opakowanie ich na wynos (pod warunkiem oczywiście, że dysponujemy ugotowanym uprzednio brokułem).
Dziś spędzam cały dzień poza domem, więc potrzebowałam czegoś pożywnego, sycącego i smacznego, by po drodze z jednego punktu do drugiego nie zahaczyć o bar szybkiej obsługi i nie skusić się na coś, co przyniesie potem falę wyrzutów sumienia. Pudełko z pyszną sałatką z brokułem, jajkiem i krewetkami to coś, co stanowi dobrą alternatywę dla junk-food  i powodzeniem zdaje egzamin podczas trudnego dnia przepełnionego masą obowiązków.



Składniki:
- opakowanie krewetek gotowanych od Pescanovy
- mały ugotowany brokuł
- 2 jajka ugotowane na półmiękko
- łyżka majonezu
- łyżka oliwy
- łyżka soku z cytryny
- ząbek czosnku
- garść solonych orzeszków ziemnych
- szczypta soli 




Ugotowany dzień wcześniej brokuł dzielimy na różyczki. Jajka gotujemy na półmiękko czyli około 5 minut. Rozmrożone krewetki, płuczemy, odsączamy i wrzucamy na 2 minuty na rozgrzane na patelni masło.
Jajka pozbawiamy skorupki, dzielimy na ćwiartki. Delikatnie łączymy z różyczkami brokuła i krewetkami. Dressing przyrządzamy następująco: majonez, oliwę i sok z cytryny łączymy energicznym mieszaniem, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek (jeśli planujecie rozmowy face to face tego dnia, ten element możecie odpuścić :)), solimy. Całość polewamy dressingiem i wieńczymy posiekanymi orzeszkami ziemnymi.
Udanego dnia!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Sałatka z grillowaną cukinią, roszponką i kalmarami

Gdy za oknem ziąb i wszelkie odcienie brązów oraz szarości, spragnione świeżej, letniej kolorystyki oko, nie może oprzeć się zielonym warzywom. Robiąc zakupy dziś rano bezwiednie włożyłam do koszyka cukinię, roszponkę, świeże liście szpinaku i kilka brokułów. Z tych ostatnich przyrządzę zupę-krem, szpinak będzie na kolację do makaronu, a teraz zapraszam na równie zielony lunch. Jak zwykle niewymagający pod względem czasowym. (Choć może nieco wymagający technicznie: warto dysponować piekarnikiem!)



Składniki:
- opakowanie pierścieni kalmarów od Pescanovy
- 2 spore garście świeżej roszponki
- 2 małe cukinie
- kilka pomidorków koktajlowych większych lub kilkanaście mniejszych
(moje były większe, stąd zostały podzielone na ćwiartki)
- słoiczek pomidorów suszonych w oliwie
- 2 ząbki czosnku
- odrobina soli
- łyżka soku z limonki




Piekarnik rozgrzewamy na 180st. C.
Oliwę - 2 łyżki - mieszamy z jednym drobno posiekanym czosnkiem oraz szczyptą soli.
Cukinię myjemy, kroimy w cienkie plastry, smarujemy oliwą czosnkową i wykładamy na blaszkę.
Rozmrożone kalmary lekko płuczemy, osuszamy i również skrapiamy oliwą z dodatkiem czosnku oraz kładziemy w naczyniu żaroodpornym. Pieczemy kilka minut używając funkcji: grill.
Roszponkę płuczemy przez zanurzenie, odcedzamy. Pomidorki myjemy, większe kroimy na połówki lub ćwiartki.Suszone pomidory wyławiamy z oliwy. Ta właśnie oliwa posłuży nam jako dressing, więc nie starajmy się intensywnie pozbyć jej z pomidorów. Wyciskamy wprost do sałatki sok z połowy limonki oraz wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Ugrillowane krążki cukinii oraz kalmary pozostawiamy do wystudzenia, a następnie mieszamy z resztą sałatki.
Udanego poniedziałku! ;)



piątek, 18 października 2013

Pyszna sałatka z krewetką!

Ryby i owoce morza mają tę przewagę nad mięsem, że doskonałe dania z nimi w roli głównej powstają w nieporównywalnie krótszym czasie.
Dziś na przykład wiedziałam, że mam dosłownie chwilę na przyrządzenie pożywnego, smacznego lunchu, bo potem czeka mnie ważne spotkanie i dłuuuugo nie zjem nic. Wpadłam do domu jak burza, wrzuciłam makaron na osolony wrzątek, a krewetki na rozgrzaną oliwę. Za chwilę miałam doskonały w smaku i pełnowartościowy posiłek, który dał mi energię na resztę i dnia.
Zaraz, zaraz, powiecie: spotkanie i czosnek? Nigdy nie odmówię sobie dobrego jedzenia, a na świeży oddech są sposoby: natka pietruszki wyżuta w odpowiedniej ilości zrobiła swoje ;).



Składniki:
- opakowanie surowych krewetek American Tiger od Pescanovy
- 1/2 opakowania pełnoziarnistego makaronu penne
- spora garść świeżej rukoli
- słoiczek suszonych pomidorów w oliwie
- 2 ząbki czosnku
- 1 szalotka
- czubata łyżeczka musztardy francuskiej
- sól morska, pieprz czarny

- limonka 



Makaron wrzucamy na osolony wrzątek. Rozmrożone krewetki płuczemy, odsączamy i wrzucamy na rozgrzaną oliwę (może być ta z pomidorów) wraz z posiekanym 1 ząbkiem czosnku.
Dressing do sałatki robimy następująco: 1/4 szklanki oliwy z pomidorów łączymy z sokiem z połowy limonki i czubatą łyżeczką musztardy francuskiej. Solimy i pieprzmy. Siekamy też drobno szalotkę i dołączamy do składników dressingu.
Odsączony i nieco przestudzony makaron łączymy z wymytą rukolą, płatami suszonych pomidorów i usmażonymi krewetkami. Zalewamy dressingiem. Podajemy z ćwiartką/ósemką limonki. Niepozorne, ale bardzo, naprawdę bardzo dobre!


wtorek, 8 października 2013

Wspomnienie Grecji

Pamiętam, jak podczas pobytu w Grecji, załapałam się na całodzienny rejs z tubylcami. Pływaliśmy, oglądając urokliwe miniwysepki, a w porcie jednej z nich zacumowaliśmy, by wrzucić coś na ruszt. Dzień był upalny, więc żadne obfite posiłki nie wchodziły w rachubę, nie miałam też ochoty na pitę nadzianą hojnie greckim gyrosem. Powiedziałam obsługującemu mnie wiekowemu Grekowi, że zjadłabym najchętniej owoce morza, ale w wersji "take away meal", bo czekają na mnie w porcie. Nie myśląc wiele przygotował dla mnie krewetki na wynos w formie greckiej kanapki.  To była pita, nie ciabatta (w końcu rzecz działa się w Grecji, nie we Włoszech), ale dziś nie udało mi się jej nigdzie znaleźć, dlatego chcąc nie chcąc postawiłam na jej włoską kuzynkę.



Składniki:
- opakowanie surowych krewetek mrożonych American Tiger od Pescanovy
- duży dojrzały bakłażan
- oliwa z oliwek
- gęsty jogurt grecki
- 2-3 ogórki gruntowe
- czerwona cebula
- pomidor malinowy
- 2 ząbki czosnku
- garść posiekanego koperku
- garść posiekanej mięty (opcjonalnie)
- 2 pity (w moim przypadku - ciabatty)
- sól morska, pieprz czarny



Bakłażany myjemy i kroimy na półcentymetrowe plastry. Skrapiamy oliwą. Rozkładamy na papierze do pieczenia i wkładamy do rozgrzanego piekarnika (180) na 10 minut.
Na patelni rozgrzewamy oliwę. Siekamy ząbek czosnku i wrzucamy na oliwę razem z rozmrożonymi krewetkami. Delikatnie solimy.
Kroimy - pomidor w plastry, ogórek w kostkę, cebulę w piórka, koper siekamy drobno. Siekamy też drugi ząbek czosnku.
Jogurt grecki przekładamy do miseczki, łączymy z czosnkiem, ogórkiem i koprem. Solimy i pieprzymy, mieszamy.
Pieczywo podgrzewamy i lekko opiekamy (np w sandwicherze), rozkrawamy na pół. Do środka wkładamy upieczone plastry bakłażana, plastry pomidora, cebulę. Obficie smarujemy tzatzikami. Na koniec kładziemy pozbawione pancerza i ogonka krewetki. 
Pyszna grecka kanapka z krewetkami. Gorąco polecam! :)

środa, 1 maja 2013

Ryba - nie tylko do zjedzenia!

Przyjście wiosny zawsze wymusza na mnie krytyczny rzut okiem na własne ciało. I o ile w tym roku zadbałam o nie zawczasu regularnie biegając i starając się prowadzić racjonalną dietę, o tyle są pewne rejony, które zawsze będą wymagały niemałego nakładu pracy. Na przykład stopy. Jak się miewają po długiej zimie? Moje, szczerze mówiąc, tak sobie. To znaczy dbam o nie również, gdy ich nie eksponuję, ale jednak wiosną przydaje się kompleksowy, profesjonalny pedicure. I taki zamierzam odbyć jutro. A najlepsze, że zamiast pani z dyplomem z kosmetyki, zajmie się mną armia wyszkolonych rybek!

fot. my deal


Na czym rzecz polega?

Maleńkie rybki pływają w akwarium pełnym wody i wydają się nie różnić niczym od nich ozdobnych krewniaczek. Gdy jednak tylko włożymy do wody dłoń lub stopę, błyskawicznie podpływają i dosłownie oblepiają ją. Tak malutkie, egzotyczne rybki z gatunku Garra Rufa pomagają pozbyć się zrogowaciałego naskórka z dłoni i stóp. Ich dobroczynne działanie ma szerokie spektrum: fundują naszej skórze peeling, poprawiają krążenie, a przy okazji oferują mnóstwo radości, przyjemnie łaskocząc.

fot. stock

Co ciekawe, enzymy zawarte w ślinie rybek działają jak naturalne lekarstwo - przyspieszają odnawianie się naskórka. Zabieg ten poprawia kondycję naszej skóry, ale także znajduje zastosowanie medyczne - sesje w tak zwanym Fish - Spa są popularne wśród osób cierpiących na łuszczycę.
Jeśli męczy Was obawa, że rybki skubiąc nasz naskórek mogą nas zainfekować, porzućcie ją.  Zabieg jest absolutnie bezpieczny, bo rybki nie dysponują zębami, które penetrowałyby głębszą warstwę naszej skóry, ich przyssawka dociera jedynie do zewnętrznej warstwy naszego naskórka.
Kolejną zaletą fish-pedicure jest jego niewygórowana cena. Za trwający około kwadransa zabieg zapłacimy nie więcej niż 35 złotych.
Polecam, wszak ryba wpływa na wszystko!:))



sobota, 9 marca 2013

Sposób na niejadka cz.5

Wracam do cyklu, który bardzo polubił mój syn, a który ostatnio, nie przeczę, trochę zaniedbałam. Zjawisko niejadka nie narodziło się wraz z pojawieniem się dziecka. Dziecko niegdyś przykładało się do jedzenia. Kryzys, który trwa już jakiś czas narodził się wraz z konkurencją innych, ciekawszych zajęć. Kto z nas wybierze talerz z obiadem, gdy obok tyle fascynujących przygód tylko czeka, by je zrealizować!
Skoro tak, niechże jedzenie stanie się jedną z nich. Niech będzie wspaniałą przygodą, z własnoręcznie utkaną narracją (teraz zjadam skrzydło samolotu, ojej, mamo, samolot stracił równowagę, spada!!) i mnóstwem wrażeń.
Dziś bohater jednej z moich ulubionych pełnometrażowych kreskówek z pracowni Pixar, Wall-E, sympatyczny robot sprzątający świat. Znacie? Jeśli nie, koniecznie nadróbcie braki! :)

 

Składniki:
- 3 paluszki rybne Pescanova
- 2 plastry sera żółtego
- świeży ogórek
- kilka pomidorków koktajlowych
- jajko ugotowane na półtwardo
- 2 ziarenka czarnego pieprzu






Paluszki rybne wrzucamy do piekarnika wedle wskazówek na opakowaniu. Jajko gotujemy około 5 minut. Dokładnie myjemy warzywa. Trzy paluszki rybne poukładane równolegle do siebie posłużą nam za tułów Wallego. Na nie kładziemy plaster sera. Z dwóch centymetrowych plastrów ogórka wycinamy trójkąty. Owijamy je paskami wyciętymi z drugiego plastra sera żółtego, tak by powstały gąsiennicowe kółka, na których porusza się robot i obrazek był trójwymiarowy. Z kawałków ogórka robimy również dłonie Wallego (ze skromnie złożonymi do środka paluszkami, bo Wall-E to skromny chłopak;)) i szyję, na której umiejscowimy oczy, zrobione z kawałków plastrów jaja. Z ziarenek pieprzu robimy źrenice. Pomidorki koktajlowe są niekonieczne, ale ładnie wieńczą obrazek i urozmaicają dziecięce menu.
Smacznego, maluchy! :)

środa, 6 marca 2013

Miruna w kefirze z panierką z krakersów

Marynata z kefiru bądź zsiadłego mleka była mi znanym trickiem, jednak zwykle korzystałam zeń przygotowując drób. Dziś jednak postanowiłam poszerzyć kulinarne horyzonty i kąpielą z kefiru potraktowałam rozmrożone płaty miruny. To było dobre posunięcie - ryba była delikatniejsza w smaku i jej specyficzny aromat został zniwelowany (to wskazówka dla tych, którzy lubią ryby, choć nie przepadają za mocnym rybim aromatem). Gotowe filety obtoczyłam w pokruszonych krakersach, co sprawiło, że właściwie nie trzeba było ich doprawiać.
Danie podałam z zapiekanymi płatkami ziemniaków i porem zapieczonym pod beszamelem. Ze względu na sos beszamelowy i panierkę z pokruszonych krakersów to danie nie wygrałoby konkursu na najbardziej dietetyczne i zdrowe, ale cóż, czasem trzeba na chwilę odpuścić i zgrzeszyć... ;)




Składniki:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- kilkanaście krakersów solonych
- 1/2 litra kefiru lub zsiadłego mleka




opcjonalnie:
- 2 spore pory
- 1/2 litra mleka
- 2 łyżki masła
- 2 łyżki mąki pszennej
oraz

- 2 duże ziemniaki
- nieco oliwy
- szczypta soli

Piekarnik rozkręcamy na 180st.C.
Rozmrożone płaty rybne płuczemy i osuszamy. Zanurzamy w misce wypełnionej kefirem i marynujemy przez jakiś czas (najlepiej godzinę-dwie). Opakowanie krakersów tłuczemy tłuczkiem do mięsa, tak, by powstała krakersowa sieczka.
Unurzane w kefirze ryby obtaczamy w panierce z krakersów.

Ziemniaki obieramy i kroimy na cieniutkie plastry. Układamy w naczyniu żaroodpornym, uprzednio polanym lekko oliwą. Solimy. Pory myjemy i kroimy na dwucentymetrowe plastry. Układamy je i sporządzamy beszamel - w rondelku podgrzewamy mleko z masłem, a następnie dodajemy mąkę bez przerwy mieszając. Gotowym sosem zalewamy krążki pora.

Trzy naczynia - z rybą, z ziemniakami i z porem zapiekamy w rozgrzanym piekarniku przez około 15 minut.
Podajemy z posiekaną natką pietruszki.



wtorek, 26 lutego 2013

Seafood fashion!

Dziś nieco z przymrużeniem oka. Spędziłam ostatnio trochę czasu przekopując się przez kolekcje moich ulubionych projektantów, by dowiedzieć się jakie trendy lansowane będą wiosną. A że niedługo mam urodziny zrobiłam sobie listę rzeczy bez których nie sądzę, bym mogła się obejść ;)
Mimo, że na co dzień noszę się raczej zachowawczo, b
ardzo lubię zabawy modą. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje moda inspirowana okazami fauny, a więc wszelkie motywy zwierzęce. I tak szukając inspiracji do kolejnych modowych zachcianek w nadchodzącym sezonie wiosenno-letnim, natknęłam się na morskie stwory! :) Postanowiłam wykorzystać moje odkrycie i pokazać Wam, że owoce morza i ryby można kochać nie tylko na talerzu, ale również jako element oryginalnej stylizacji. 






Co sądzicie o kopertówce zdobnej w podobiznę rybki, wisiorek z ośmiornicą czy sweterku z homarem? Ja jestem naprawdę urzeczona. A jeśli kto myśli, że to dobre dla nastolatek i niewiele ma wspólnego z elegancją i luksusem, to proszę bardzo:

Ta urocza bransoletka charms z morskimi motywami kosztuje, bagatela, niemal 42 tysiące złotych, do nabycia tutaj - klik!
Jak widać zachwyt nad seafood fashion może połączyć studentkę, lubującą się w kreacjach z asos.com i wyrafinowaną damę z niezwykle zasobnym portfelem! ;)

środa, 2 stycznia 2013

Szaszłyki rybne

Wszystkiego dobrego w 2013 roku :)
Czy macie jakieś noworoczne postanowienia? Zrobić prawo jazdy, nauczyć nowego języka, nie jeść po 18? Ja - owszem. Niestety w ostatnim roku odrobinę odpuściłam sobie pewne wysiłki mające na celu sprawienie, bym wciąż wciskała się w rozmiar 36. Do tego doszedł ostatni czas - okres świąt, kiedy to głównie konsumowałam. Jestem zdecydowaną przeciwniczką katowania się głodówkami, uważam, że jedzenia to jedna z największych ziemskich przyjemności, ale postanowiłam trochę wziąć się w garść. Ja-lubiąca dobrze zjeść i ja-pragnąca szczupłej talii spotkały się w połowie drogi. Co z tego wyszło? Zobaczcie sami!
Pomyślałam, że będę od czasu do czasu prezentować dania dla osób liczących kalorie. Tym samym zadam kłam niemądrym wierzeniom, że podczas odchudzania należy jeść głównie zieloną sałatę i najlepiej nic poza tym.




Składniki:
- 2 filety z miruny od Pescanovy
- 1 mała, długa cukinia
- 1 mała papryka czerwona
- 2 małe cebule
- sól, pieprz
- łyżeczka oliwy z oliwek
- cytryna do skropienia





Mirunę tradycyjnie rozmrażamy, płuczemy i osuszamy. Nacieramy oliwą, solą i pieprzem. Kroimy na małe, lecz nieprzesadnie kawałki. Warzywa myjemy i kroimy na nieduże kawałki (cukinię i cebulę w krążki). Przygotowujemy drewniane patyczki szaszłykowe i nabijamy kawałki ryby oraz warzyw. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180st.C. Niedbającemu o dietę kompanowi posiłku możemy podać szaszłyki z pieczonymi ziemniakami lub chrypiącym pieczywem. Ja jem solo, skropione sokiem z cytryny.
Można też swobodnie urozmaicić danie dipem na bazie jogurtu naturalnego i ziół. Odradzam jednak sięganie po nabiał light - jest niesmaczny, poza tym odrobina tłuszczu jest nam potrzebna, by niektóre witaminy miały w czym się rozpuszczać.

Życzę niekoniecznie natychmiastowych (szaszłyk to wszak nie liść sałaty), lecz trwałych efektów diety! :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Wigilijna rybka w occie

Za nami świąteczne obżarstwo i zapewne niejedno z Was ma problemy z dopięciem się w ulubionych spodniach. Ja również :) Lecz nie zamierzam się tym zbytnio dołować, doświadczenie pokazuje, że wystarczy teraz wrócić do normalnej, wyważonej diety, a po jakimś czasie grzech zostanie nam odpuszczony i odejdzie w niepamięć. Ryby zresztą, w żadnej postaci i żadnej ilości, nie wywołują u mnie wyrzutów sumienia, a ponieważ w święta jadłam głównie morskie i słodkowodne stwory...
Rybka w occie, specjalność mojego Dziadka, zwykle była panierowanym, obsmażonym dorszem, zanurzonym w roztworze, którego recepturę znał tylko autor i dużej ilości cebuli, ale w tym roku to mnie w udziale przyszło zrobienie dziadkowego specjału. Postawiłam na mirunę :)



Składniki:
- 3 opakowania miruny od Pescanovy
- kilka jaj i bułka tarta wymieszana z mąką pszenną do panierki
- sól, pieprz
- 4-5 dużych cebul
- olej rzepakowy
marynata:
- kilka liści laurowych

- kilka kulek ziela angielskiego
-  2% roztwór octu (mieszamy z wodą)
- większa szczypta soli

- czubata łyżka cukru


 
Rybę rozmrażamy, opłukujemy, osuszamy. Solimy i delikatnie pieprzymy. Dzielimy na mniejsze kawałki, obtaczamy w panierce. Smażymy w sporej ilości oleju rzepakowego (zdrowszy!), a następnie pozostawiamy w talerzu do ostygnięcia.
Obieramy cebule, kroimy w cienkie plastry, lub wrzucamy do robota kuchennego z opcją - krążki. W garnku przygotowujemy roztwór marynaty, w której zanurzymy rybę. Marynata winna zagotować się, ale później należy konieczie wystudzić ją do temperatury pokojowej.
W sporym słoju układamy warstwami - ryba, cebula, ryba, cebula i tak dalej. Zalewamy marynatą i odstawiamy w chłodne miejsce.
Potrawa jest gotowa już po około 24 godzinach od zalania marynatą.
Jest to jedna z tych kulinarnych must-be, bez których nie wyobrażam sobie wigilii :)

piątek, 12 października 2012

Sposób na niejadka cz.4

Mamo, a czy polecimy kiedyś w kosmos? - usłyszałam ostatnio. Faza fascynacji kosmosem odciska swe wyraźne piętno na naszych codziennych konwersacjach. Niestety, mój drogi, nie urodziłeś się jako syn jednego z najbogatszych Polaków, więc raczej klops - pomyślałam z przekąsem, ale zaraz ugryzłam się w język. Nie można dziecku podcinać skrzydeł, niech ma marzenia, niech je pielęgnuje, a ja tymczasem skrzętnie je wykorzystam. W najlepszy możliwy sposób.
Zapraszam do kolejnego odcinka Sposobu na niejadka ;).




Składniki:
- dwa paluszki rybne Pescanova
- papryka czerwona
- papryka żółta
- papryka zielona
- czerwona cebula
- szczypiorek
- gruby plaster sera żółtego
- rzodkiewka


Kadłub rakiety do dwa połączone równolegle paluszki rybne. Sporządzamy je wedle przepisu na opakowaniu. Z czerwonej papryki wycinamy skrzydła, z sera trójkątny wierzchołek. Ozdabiamy rakietę "bajerami" z rzodkiewki i minikrążków ze szczypiorku.
Efekt ogniowego ogona po wystartowaniu maszyny robimy z łodyżek szczypioru. Z kolorowych papryk wycinamy gwiazdy (potrzebny będzie bardzo ostry nożyk!), a księżyc robimy z kawałka czerwonej cebuli.
 

Pasja zostaje skrzętnie wykorzystana w kuchni, dziecko ma namiastkę podróży w kosmos, a ja satysfakcję, że nie podałam bułki z nutellą.

wtorek, 4 września 2012

Dary morza w diecie dziecka


O tym, że dzieci powinny jeść ryby, wiemy chyba wszyscy. Zawierają wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i liczne minerały, które są bardzo potrzebne maluchom w okresie rozwoju. Z tego względu powinny być podawane dzieciom przynajmniej 2 razy w tygodniu. Szczególnie wartościowe są ryby morskie, bogate w wysokiej jakości białko i składniki odżywcze, witaminy oraz jod. Ten cenny pierwiastek jest niezbędny do produkcji hormonów tarczycy, które odpowiadają za prawidłowy wzrost oraz rozwój umysłowy. Obok ryb morskich, najlepszym źródłem jodu są oczywiście owoce morza. Podobnie jak ryby, zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe, czy witaminy z grupy B, a także niezbędny dla zdrowia zębów i kości fluor, poprawiające odporność i sprawność umysłową żelazo, niezbędny budulec kości, czyli wapń, jak i inne, nie mniej ważne dla zdrowia składniki - selen, magnez, czy cynk. Nie ma wątpliwości, że owoce morza pozytywnie sprzyjają rozwojowi malucha.

examiner.com
Jeśli zastanawiacie się od kiedy można podawać dzieciom owoce morza, przyznaję, że też miałam ten dylemat. Czytałam sporo publikacji, radziłam się specjalistów, a i tak nie mogłam uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. Dla bezpieczeństwa przyjęłam więc najczęściej powtarzającą się wskazówkę, aby rozpocząć urozmaicanie diety maluchowi, gdy skończy trzy lata, z pominięciem serwowania surowych mięczaków. Jeśli w tym miejscu pojawiają się u was obawy o to, czy owoce morza nie wywołują u dzieci alergii, uspokoję Was. Alergie na skorupiaki i inne morskie żyjątka dotyczą głównie dorosłych i nie są powszechne wśród dzieci. Za to reakcje alergiczne na ryby występują równie często u nas wszystkich. Wyszłam więc z założenia, że skoro moje dziecko nie reaguje alergicznie na ryby, tym pewniej nie zareaguje alergicznie na owoce morza. I miałam rację.

Od tego dnia minęło sporo czasu i pewnie nie zastanawiałabym się ponownie nad kwestią podawania dzieciom owoców morza, gdyby nie rozmowa z moją koleżanką ze Szwecji. Jej córeczka nie ma jeszcze roku, a na przesłanym do mnie filmiku zajada się krewetkami, masując się z radością po brzuchu za każdym razem, gdy pada pytanie – jakie dobre? Widać, że bardzo! Zaskoczona tym, co zobaczyłam, zaczęłam wypytywać o dietę mojej ulubienicy. Okazało się, że krewetki to nic, w porównaniu do uwielbienia, jakim obdarzyła w ubiegłym miesiącu raki. Sierpień to miesiąc, który w Skandynawii należy właśnie do nich. Praktycznie w każdy weekend odbywają się imprezy, podczas których Szwedzi celebrują spożywanie tych skorupiaków. Dzieci wtórują dorosłym i nic złego nikomu się nie dzieje! Jestem przekonana, że podobnie rzecz się ma w krajach śródziemnomorskich, gdzie owoce morza podawane są tak często, jak u nas kotlet schabowy. 


piątek, 24 sierpnia 2012

Zapiekanka z rybą, szpinakiem i Mozzarellą

Zapiekanka to rzecz z góry skazana na sukces. Kiedy tylko nie mam pomysłu na obiad, a nie chcę iść na łatwiznę smażąc naleśniki, stawiam właśnie na taki eintopf z piekarnika. Mięso lub ryba w towarzystwie warzyw, odpowiednio przyprawione pod zapieczonym serem nie może nie udać się. Dziś niezawodna miruna zamrugała do mnie, gdy otworzyłam zamrażalnik w poszukiwaniu inspiracji. Z póki powyżej zaś łypnął mrożony szpinak. Sprawa obiadu została przesądzona.
;)


Składniki:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- kilka ziemniaków ugotowanych w mundurkach
- opakowanie szpinaku mrożonego

- 2-3 ząbki czosnku
- serek homogenizowany śmietankowy (np. Ulubiony)
- świeżo zmielony czarny pieprz
- 2 kulki Mozzarelli lub 2 opakowania minimozzarelli
- mały słoiczek suszonych pomidorów
- oliwa



Rybę rozmrażamy, szpinak również (najlepiej w jakimś naczyniu).
Ziemniaki gotujemy w mundurkach lub pieczemy w folii aluminiowej, następnie obieramy z łupiny. Obieramy czosnek, przeciskamy przez praskę, łączymy z rozmrożonym szpinakiem oraz serkiem homogenizowanym (daje fajniejszą konsystencję niż śmietana, nawet ta gęsta).



przed zapieczeniem

Dno naczynia smarujemy oliwą. Ziemniaki, upieczone lub ugotowane kroimy w talarki i układany na dnie. Układamy pierwszą warstwę szpinaku. Rybę kroimy w nieco mniejsze kawałki niż te, w których była pierwotnie. Delikatnie solimy i pieprzymy. Na nią układamy kolejną warstwę szpinaku. Na nim układamy kulki lub kawałki Mozzarelli oraz suszone pomidory. Całość możemy skropić niewielką ilością oliwy (może być ta z pomidorów). Zapiekamy przez około 20 minut w piekarniku rozgrzanym na 200st.C.
Jeśli zauważymy, że Mozzarella przyrumienia się, bądź przypalają się brzegi pomidorów, wyłączmy górną grzałkę i kontynuujmy tylko na dolnej.
Pychota! :)

 
po wyjęciu z piekarnika

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Morskie menu w trakcie ciąży


Kilka dni temu moja przyjaciółka, która spodziewa się dziecka, zapytała mnie, czy jadłam owoce morza, gdy byłam w ciąży. Jadłam, ale z pominięciem surowych mięczaków. Ryby i pozostałe dary morza należą do stałych elementów mojego menu i nie chciałam rezygnować z nich na wiele miesięcy. W trakcie ciąży dbałam o to, by moja dieta była szczególnie zdrowa i zbilansowana. Dzięki temu zwiększają się szanse na urodzenie zdrowego malucha, który w przyszłości nie będzie chorował.

Nie mogło więc zabraknąć w niej białka i węglowodanów, witamin i minerałów, ale także szeregu składników, które szczególnie przyczyniają się do rozwoju mózgu nienarodzonego dziecka. Mowa o nienasyconych kwasach tłuszczowych, zwłaszcza tych z rodziny omega-3, które stanowią główny budulec mózgu i siatkówki oka maluszka, a dodatkowo obniżają cieśnienie krwi i ryzyko chorób serca. Gdzie ich szukałam? Przede wszystkim w rybach (np. łosoś, śledź, sardynki, tuńczyk w sosie własnym), ale także w krewetkach. Dlatego unikanie tych składników menu w trakcie ciąży nie jest wskazane i przyznaję, że nie odmawiałam ich sobie w trakcie oczekiwania na dziecko. Prawdą jest natomiast, że z jadłospisu należy wykreślić duże ryby i surowe mięczaki. Dlaczego? Duże ryby, takie jak tuńczyk, rekin, miecznik, czy makrela królewska zawierają toksyczną rtęć, która jest szkodliwa zarówno dla kobiety, jak i płodu. Uszkadza bowiem błony biologiczne i łączy się z białkami w organizmie, co negatywnie wpływa na jego funkcjonowanie. Surowe mięczaki i inne dary morza mogą spowodować zarażenie infekcjami bakteryjnymi i zatrucia pokarmowe – między innymi zarażenie tasiemcem. Pewnie zastanawiacie się, czy w ciąży możecie jeść sushi. Tak, ale pod warunkiem, że mięso użyte do ich przygotowania jest w 100% świeże. I tu zaczyna się problem, bo jak sprawdzić sposób przechowywania surowego mięsa ryby w sklepie, czy restauracji? Jestem przekonana, że nie ufacie na tyle nawet najlepszej restauracji sushi w mieście. Dlatego najlepiej zdecydować się na takie z grillowanymi krewetkami, czy gotowanymi paluszkami krabowymi.
Ryby i owoce morza są zdrowe, niezależnie od tego, czy jesteście w ciąży, czy nie. Są źródłem fosforu, selenu, magnezu, wapnia (gdy są jedzone ze szkieletem) oraz witaminy A. Dostarczają jodu, fluoru, potasu i witaminy D. A przyszłe mamy powinny docenić ich pełnowartościowe białko i jod, który rzadko występuje w pożywieniu, ale ma duże znaczenie dla rozwoju dziecka. Ponadto, niektórzy naukowcy twierdzą, że uwzględnienie owoców morza i ryb w stanie błogosławionym sprzyja IQ maluchów! Należy jedynie pamiętać o tym, aby spożywać je w odpowiedni sposób.

wtorek, 17 lipca 2012

Paluszki rybne z sosem tatarskim


Jeśli wydawało Wam się, że paluszki rybne to danie jedynie dla dzieci, byliście w ogromnym błędzie. Wystarczy  jeden składnik by zamienić nawet najprostszą przekąskę w rarytas dla każdego. Mowa o sosie tatarskim, który stał się ostatnio przyczyną zaciętych dyskusji w moim domu. Dlaczego? Ponieważ każdy robi sos tatarski inaczej, a moje wykonanie miało być premierowe.
Szukając rad w czasopismach kulinarnych, książkach kucharskich i na forach internetowych  trafiałam na różnorodne przepisy. Niektóre z dodatkiem kaparów, inne z chrzanem, jeszcze inne (wbrew moim odczuciom) bez jajek. Pełna rozterek postanowiłam więc zerknąć w pergaminowe notatki, które odziedziczyłam po prababci. I oto znalazłam przepis na „prawdziwy sos tatarski”. No to do dzieła!


Składniki:
2 jajka ugotowane na twardo
2 surowe żółtka
1/8 l oleju (użyłam trochę mniej niż pół szklanki)
1 łyżka posiekanego szczypiorku lub tartego chrzanu
4 dkg pieczarek z octu
4 dkg korniszonów
2-3 dkg musztardy (użyłam 2 spore łyżki)
1/8 l śmietany (prawie pół szklanki)
do smaku: cytryna lub ocet 3%, sól, cukier


Jestem przekonana, że w pierwszym odczuciu proporcje kolejnych składników wydają się Wam niezrozumiałe. Mnie też trudno było pojąć, dlaczego moja prababcia dzieliła litr na osiem części. Przez chwilę poczułam się jak filmowa Julia, która próbuje przebrnąć przez przepisy Julii Child. Dlatego ułatwiłam Wam zadanie, w nawiasach podałam moje proporcje, a poniżej przepis, który przerobiłam na bardziej zrozumiały.
Jajka należy obrać, żółtka oddzielić od białek, włożyć do miski i rozetrzeć z musztardą oraz surowymi żółtkami na gładką masę. Dolewać stopniowo olej i ubijać całość trzepaczką, mieszając w jedną stronę. Gdy konsystencja będzie jednolita, dodać drobno posiekane grzybki, korniszony i szczypiorek oraz pokrojone w kosteczkę ugotowane białka. Wymieszać ze śmietaną, przyprawić do smaku solą, cukrem i sokiem z cytryny.


Sos tatarski będzie doskonałym dodatkiem nie tylko do surowych warzyw (polecam kabaczki, patisony i cukinię!), ale i do tradycyjnej polskiej szynki, wędlin oraz ryb. Na moim stole pojawia się za to w towarzystwie paluszków rybnych Pescanova. Palce lizać!





wtorek, 5 czerwca 2012

Pyszna bagietka z nadzieniem surimi

Czasem dobre śniadanie potrafi zaprogramować człowieka na resztę dnia. Ja właśnie dziś spożyłam takie śniadanie i wiecie co? Chce mi się wszytko - pracować, myśleć, działać. Czuję się nasycona, lecz nie ociężała, a przede wszystkim bardzo zaspokojona w kwestii smaku.

Surimi to pałeczki krabowe wielu zastosowań. To także doskonała opcja emergency w razie totalnej pustki w lodówce, bądź głowie, w porze okołoobiadowej. Rozmrażają się bardzo szybko i (współ)tworzą bardzo wiele smacznych dań i zakąsek.
Dziś miały być podane w wersji obiadowej, ale w międzyczasie dowiedziałam się, że cała rodzina ma inne plany, niż zasiąść ze mną do stołu około godziny piątej.
W związku z tym zatarłam ręce i skonsumowałam naprawdę smakowite śniadanie...

Składniki na jedną minibagietkę:

- mała bagietka pszenna lub ciabatta
- kilka paluszków krabowych Pescanova
- łyżka majonezu
- łyżka jogurtu greckiego
- szczypior drobnolistny
- kilka listków natki pietruchy
- odrobina soku z cytryny
- świeżo zmielony czarny pieprz

Bułkę/bagietkę rozkrawamy tak, by otwierała się swobodnie a jednocześnie by obie części wciąż pozostawały razem.
Rozmrożone surimi kroimy na plasterki. Siekamy natkę oraz szczypiorek. Wszystko do wrzucamy do miseczki, dodajemy majonez, jogurt, pieprzymy i skrapiamy delikatnie sokiem z cytryny. Mieszamy, lecz z wyczuciem, by nie rozczłonkować delikatnej struktury surimi.
Owijamy folią aluminiową i konsumujemy ze smakiem. Świetnie z kanapką komponuje się zimny sok grejpfrutowy! :)


piątek, 1 czerwca 2012

Alfa i omega w prawidłowym odżywianiu


Co jakiś czas media informują nas, że dietetycy i specjaliści od żywienia biją na alarm. Jemy nisko zbilansowane posiłki, nasza dieta jest uboga, potrzebujemy pełnowartościowych dań i kwasów omega 3, albo 6. Ciekawe ilu z was zadało sobie pytanie, o co chodzi z tymi kwasami? Jakie omega? Zapewne wielokrotnie słyszeliście, że podstawą umiarkowanej i urozmaiconej diety jest ograniczenie spożywania nasyconych kwasów tłuszczowych
i cholesterolu. Inaczej sprawa się ma z nienasyconymi kwasami tłuszczowymi, które są bardzo korzystne dla naszego zdrowia. I tutaj wracamy do magicznej omegi.
Zgodnie z tym, co wyczytałam w mądrych książkach, w grupie kwasów nienasyconych (a nawet WIELOnienasyconych!) wyróżnia się dwie bardzo ważne podgrupy, czyli kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6. Te pierwsze znajdują się w rybach, skorupiakach, orzechach włoskich, czy migdałach, jak również w niektórych olejach roślinnych, na przykład w oleju arachidowym, lnianym i rzepakowym. Te drugie znajdują swoje źródło w pozostałych olejach roślinnych. I na pewno większość z was przyzna, zgodnie z ubolewaniem ekspertów, że produkty te nie pojawiają się na waszych stołach zbyt często. Odwrotnie sprawy wyglądają, gdy wspomnimy o niekorzystnych, nasyconych kwasach tłuszczowych. Tłuste mięso, pełnotłuste produkty mleczne… Mówi wam to coś?
A teraz konkrety, dla wszystkich tych, którzy mają ambicję, aby stać się alfą i omegą w prawidłowym odżywianiu. Dieta bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe, czyli w oleje roślinne i ryby, obniża stężenie cholesterolu we krwi i obniża poziom złego cholesterolu w naszym organizmie. Oznacza to, że korzystnie wpływa na nasz układ krążenia i serce. Dodatkowo, kwasom omega-3 przypisuje się pozytywny wpływ na stan układu nerwowego, szczególnie mózgu i narządu wzroku. Ponadto, różnorodne badania wykazują, że składniki tłuszczu rybiego wzmacniają układ immunologiczny, łagodzą objawy reumatyzmu, astmy, chronią przed niektórymi chorobami nerek a podobno zmniejszają także ryzyko zachorowania na raka. Na tym nie koniec, ponieważ wpływają korzystnie na nasze samopoczucie oraz obniżają podatność na depresję. Czy potrzeba więcej argumentów dla wprowadzenia źródeł tych dobroczynnych kwasów do naszego codziennego menu? Jeśli tak, przypominam, że ryby są niskokaloryczne i dzięki temu sprzyjają osobom, które dbają o sylwetkę.
Przyłączam się więc do grona tych, którzy wypominają większości Polaków niezdrową dietę i zachęcam do wzbogacenia jej o czynnik omega. Wystarczy dwa razy w tygodniu zaglądać na mój blog i w tych dniach wzbogacać swoje kulinarne umiejętności o proponowane przeze mnie przepisy. Zapewniam, że z powodzeniem zastąpią wasze ulubione dania i przyniosą wiele korzyści dla zdrowia, zarówno własnego, jak i waszych bliskich.

wtorek, 29 maja 2012

Tagliatelle w sosie pesto z miruną i kaparami

Dania makaronowe, odpowiednio skomponowane i podane mają tę zaletę, że nie wymagają z reguły wielkiego nakładu pracy, a są efektowne i bardzo smaczne. Dlatego, jeśli mam w planach podjąć gości, a wizyta ta należy do raczej spontanicznych, a nie tych, spodziewanych od tygodni, nierzadko ratuję się pastą. Wczoraj zaanonsowali się dawno niewidziani znajomi ze studiów, a że jedyny czas jaki mogliśmy im zaproponować stanowił szeroko rozumianą porę obiadową nie wypadało mi podjąć ich piwem i paluszkami ;).
Wczorajszy obiad wyglądał dobrze i smakował, jak powinien. A teraz najfajniejszy jego aspekt - zrobiłam go w kwadrans. Pomijając oczywiście czas, niezbędny rybie, by całkowicie rozmroziła się.


Składniki dla 5 osób:
- opakowanie makaronu Tagliatelle (szeroka wstążka)
- 2 opakowania miruny od Pescanovy
- duży kubełek śmietany 18%
- 3/4 słoiczka zielonego pesto
- nieco oliwy
- sól morska
- świeżo zmielony czarny pieprz
- słoiczek kaparów
- 2 cytryny, tak, by dla wszystkich starczyło ćwiartek/ósemek do skropienia


Zaczynamy oczywiście od rozmrożenia ryby. Następnie płuczemy ją i osuszamy, solimy i pieprzymy. Rozgrzewamy oliwę na sporej patelni i smażymy ją kilka minut.
Makaron gotujemy al dente.
Śmietanę mieszamy z pesto oraz połową kaparów - druga połowa przyda się do udekorowania gotowego dania.
Gotowy makaron odcedzamy, a następnie w dużym garnku mieszamy z śmietanowym sosem. Pozostawiamy trochę sosu do polania ryby.
Kładziemy na talerze zgrabne gniazdka makronu, na nim układamy płat gotowej miruny, polewamy sosem i wieńczymy dzieło kilkoma kaparami. Przed skonsumowaniem skrapiamy niewielką ilością cytryny.
Proste, czyż nie? :)