Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 maja 2012

Tagliatelle w sosie pesto z miruną i kaparami

Dania makaronowe, odpowiednio skomponowane i podane mają tę zaletę, że nie wymagają z reguły wielkiego nakładu pracy, a są efektowne i bardzo smaczne. Dlatego, jeśli mam w planach podjąć gości, a wizyta ta należy do raczej spontanicznych, a nie tych, spodziewanych od tygodni, nierzadko ratuję się pastą. Wczoraj zaanonsowali się dawno niewidziani znajomi ze studiów, a że jedyny czas jaki mogliśmy im zaproponować stanowił szeroko rozumianą porę obiadową nie wypadało mi podjąć ich piwem i paluszkami ;).
Wczorajszy obiad wyglądał dobrze i smakował, jak powinien. A teraz najfajniejszy jego aspekt - zrobiłam go w kwadrans. Pomijając oczywiście czas, niezbędny rybie, by całkowicie rozmroziła się.


Składniki dla 5 osób:
- opakowanie makaronu Tagliatelle (szeroka wstążka)
- 2 opakowania miruny od Pescanovy
- duży kubełek śmietany 18%
- 3/4 słoiczka zielonego pesto
- nieco oliwy
- sól morska
- świeżo zmielony czarny pieprz
- słoiczek kaparów
- 2 cytryny, tak, by dla wszystkich starczyło ćwiartek/ósemek do skropienia


Zaczynamy oczywiście od rozmrożenia ryby. Następnie płuczemy ją i osuszamy, solimy i pieprzymy. Rozgrzewamy oliwę na sporej patelni i smażymy ją kilka minut.
Makaron gotujemy al dente.
Śmietanę mieszamy z pesto oraz połową kaparów - druga połowa przyda się do udekorowania gotowego dania.
Gotowy makaron odcedzamy, a następnie w dużym garnku mieszamy z śmietanowym sosem. Pozostawiamy trochę sosu do polania ryby.
Kładziemy na talerze zgrabne gniazdka makronu, na nim układamy płat gotowej miruny, polewamy sosem i wieńczymy dzieło kilkoma kaparami. Przed skonsumowaniem skrapiamy niewielką ilością cytryny.
Proste, czyż nie? :)

środa, 2 maja 2012

Fast food z krewetką w roli głównej

Niektórzy z Was pewnie wybyli na majówkę z dala od miejskiego zgiełku i takiej decyzji szczerze Wam zazdroszczę. Ja niestety nie miałam wyjścia – odkładany od wielu miesięcy remont przypomniał o sobie, szczególnie, że pogoda sprzyja całodziennej pracy przy otwartych na oścież oknach. I tak od rana śmigamy z wałkiem w dłoni, a końca, jak to zawsze w przypadku remontu,  nie widać. Jednak człowiek, nie cyborg – jeść musi, szczególnie w momencie intensywnego wysiłku fizycznego. Owszem, zawsze można poratować się jedzeniem na telefon. Ale można też sporządzić coś bardzo nie kłopoczącego, nie czasochłonnego, słowem – dziecinnie prostego. 
Dziś sięgnęłam po krewetki – smaczny i łatwy w przyrządzeniu sposób na wypełnienie pszennych tortilli. 


Składniki:
- opakowanie krewetek od Pescanovy (lub dwa)
- opakowanie pszennych placków tortilli
- kubełek jogurtu greckiego/bałkańskiego
- 2-3 ząbki czosnku
- sól morska
- pieprz Cayenne czyli chilli
- słoiczek suszonych pomidorów
- odrobina oliwy
- kilka liści sałaty lodowej


Rzecz jest prostsza niż zagotowanie wody na herbatę ;).
Rozmrożone krewetki płuczemy, osuszamy i wrzucamy na rozgrzaną oliwę bez żadnych przypraw. Podsmażamy około 2 minuty.  Jogurt grecki łączymy ze zmiażdżonym czosnkiem, chilli i solą. Siekamy sałatę lodową na cienkie paski. Kroimy suszone pomidory. Placki tortilli wrzucamy do opiekacza/rozgrzanego piekarnika na kilka chwil (zbyt długie podgrzanie wysuszy je i zwinięcie ich w rulon stanie się niemożliwe, bo będą  kruche i łamliwe).
Delikatnie podgrzane placki smarujemy sosem jogurtowym, dodajemy kawałki sałaty lodowej oraz suszone pomidory, a na koniec dowolną ilość podsmażonych krewetek.  Zwijamy placki w rulony i okręcamy serwetką lub folią aluminiową. Jemy ze smakiem, a następnie kontynuujemy malowanie ścian ;).

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Miruna na maśle pod szpinakową kołderką

Gdy nadchodzi wiosna wiele z zimowych substytutów świeżych warzyw można przekazać do lamusa. Owszem, mrożony szpinak można przyrządzić tak, że jest naprawdę pyszny, ale... ma się nijak do jego świeżego, jędrnego, liściastego odpowiednika.
Zachłysnęłam się widokiem wielkich szpinakowych bukietów na straganie osiedlowego warzywniaka. Doświadczenie podpowiada, że niestety z tej wielkiej kępy liści ostanie się niewiele po podduszeniu na maśle, ale do mojego dzisiejszego dania będzie w sam raz!


Składniki dla 3 osób:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- naręcze szpinakowych liści (zabijcie mnie, nie wiem ile to było kilogramowo, ale zgaduję, że 1kg)
- 4-5 ząbków czosnku
- 2-3 duże łyżki masła
- świeżo zmielony pieprz
- sól morska
- odrobina mąki pszennej
- 1 cytryna


Szpinakowe liście zanurzamy w dużej ilości chłodnej wody. Doskonale do tego zabiegu nada się jedna z komór zlewozmywaka. Nie da się skutecznie umyć szpinaku bez zanurzenia, bo ma w sobie sporo piasku - niepozbycie się go skutecznie zrujnuje radość z pysznego posiłku, powodując nieprzyjemny chrzęst między zębami. ;). Umyte liście odrywamy od łodyg - albo odcinamy nożycami.
Przygotowujemy dwie patelnie. Na jednej z nich topimy nieco masła. Czosnek siekamy na plasterki, wrzucamy na rozgrzane masło, szklimy. Następnie do masła i czosnku dorzucamy szpinak.
Dusimy aż wszystkie liście są wyraźnie zblanszowane.
Rozmrożoną rybę płuczemy, osuszamy, solimy i pieprzymy. Z umiarem obtaczamy w niewielkiej ilości mąki. Na patelni topimy masło. Kładziemy w nim gotową do smażenia rybę.
Usmażone kawałki ryby układamy na talerzu, a następnie obkładamy gotowym szpinakiem na maśle i w czosnku. Możemy skropić odrobiną cytryny.
Podaję z pieczonymi ziemniaczkami lub w wersji lunchowej - świeżym pieczywem pszennym.

piątek, 20 kwietnia 2012

Zdrowa i smaczna ryba, czyli jaka?

Mówi się, że ryby nie tylko chronią przed wieloma chorobami, ale też przedłużają młodość. Coś w tym musi być, bo kuchnie, które w głównej mierze opierają się na białym mięsie, uznawane są za najzdrowsze. Według dietetyków, ryby powinny trafiać na nasze stoły przynajmniej dwa razy w tygodniu, szczególnie te morskie. Dlaczego? Ponieważ są nasycone w zdrowe i niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu kwasy tłuszczowe oraz stanowią cenne źródło witamin i składników mineralnych. Warto więc wybierać chude ryby słonowodne lub małe, słodkowodne. Jak je przyrządzać, aby zachować ich lekkostrawne właściwości?

Jednym z najzdrowszych sposób jest przygotowywanie ich na parze lub gotowanie. Wbrew pozorom, ryby przygotowywane w ten sposób są bardzo smaczne, szczególnie jeśli do gotowania użyjemy aromatycznych wywarów warzywnych, z kompozycją ulubionych ziół i dodatkiem soku z limonki. Jakie przyprawy najbardziej służą daniom rybnym? Idealnie pasuje do nich czosnek, kolendra, estragon, tymianek i rozmaryn oraz koperek i natka pietruszki. Dania z rybami gotowanymi najlepiej jest podawać w duecie z gorącymi lub zimnymi sosami. Sprawdzonym sposobem na przyrządzenie pysznego i zdrowego dania rybnego, jest duszenie. Oczywiście w towarzystwie warzyw, które podczas wspólnego dochodzenia na delikatnym ogniu, nadają rybie wyjątkowego smaku. Osoby, które dbają o linię i unikają ryb smażonych lub panierowanych w głębokim tłuszczu, mogą zdecydować się na pieczenie ryby w całości lub grillowanie. Ważne, aby użyć do tego folii aluminiowej, aby ryba nie stała się sucha. W tym wypadku idealnie sprawdzą się dodatki w postaci papryki lub pieczarek.

Niezależnie od tego, jaką metodą przyrządzimy rybę, można ją podawać na ciepło, ale warto pamiętać, że równie znakomicie smakuje na zimno. W tym drugim wypadku, warto serwować ją z dipem– na przykład kaparowym lub musztardowym. Zanim zdecydujemy się na nieco szersze wprowadzenie ryb do swojego jadłospisu, należy zapamiętać, że ten cenny składnik diety jest produktem nietrwałym. Jeśli wybierzemy więc ryby świeże, najlepiej spożyć je w dniu zakupu, lub przechowywać w lodówce nie dłużej niż przez 24 godziny. Wybierając ryby mrożone, zawsze należy pakować je w torbę termiczną, ponieważ ulegają szybkiemu rozmrożeniu, a ponowne zamrażanie grozi niebezpiecznym zatruciem pokarmowym.

_______________
photos from: we heart it, deepseawaters.com

piątek, 13 kwietnia 2012

Przystawka z łososia i surimi

Tatar z łososia to idealny pomysł na szybką i wykwintną przystawkę. Można go zrobić z łososia surowego lub wędzonego. Ważne, żeby ryba była świeża. W tym celu warto dowiedzieć się w lokalnym sklepie lub markecie, w jakich dniach są dostawy. Zazwyczaj jest to środek tygodnia.
Aby tatar był smaczny, ryba musi zostać posiekana, nigdy zmielona. Mięso w zetknięciu z metalem maszynki zmienia zarówno smak, jak i zapach na nieprzyjemny. Najprostszym sposobem na podanie łososia w formie pysznej przystawki, jest połączenie delikatnego mięsa ryby z poszatkowaną cebulką, sokiem z cytryny, odrobiną oliwy z oliwek oraz solą i pieprzem (wedle uznania). Koneserzy bardziej aromatycznych smaków mogą dodać drobno pokrojone kapary lub korniszony.


Dobrym pomysłem jest też urozmaicenie tatara o pasujące dodatki, na przykład paski surimi i szczypiorek
.


Składniki tatara ze zdjęcia:
30 -40 dag łososia bez skóry (porcja na 2 osoby)
1 cebula
oliwa z oliwek
sól, pieprz, odrobina chilli

na wierzch:
szczypiorek
3-4 paluszki surimi Pescanova

Przystawkę podajemy z ciepłą bułką typu ciabatta. Palce lizać!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Koreczki z surimi

Niedawno obchodziłam urodziny, co stało się oczywiście pretekstem do spędzenia wieczoru w gronie bliskich znajomych. Za każdym razem, gdy przytrafia się tego rodzaju okazja spędzam długie kwadranse nad obmyślaniem imprezowego menu.
Ponieważ nie może ono składać się z jednej, czy dwóch zakąsek, staram się tak je wyważyć, by nie spędzić w kuchni dwunastu godzin, a jednocześnie by wszystko prezentowało się efektownie i dobrze smakowało. Doskonałym rozwiązaniem są wszelkie niepracochłonne sałatki, a także koreczki. Szczególnie, gdy mamy do dyspozycji czyjeś pomocne dłonie!

Do koreczków polecam wszystko, co można nakłuć wykałaczką i rozpadnie się na kawałki. Dobierając składniki do jednej kompozycji pamiętajmy, by jeden z nich wyraźnie dominował nad resztą, a reszta uprzejmie mu na taką dominację pozwalała, nie budując niezdrowej konkurencji ;).


Moje koreczki zawierały:
- 2 pomarańczowe papryki
- mały słoiczek zielonych oliwek
- opakowanie sera bałkańskiego (może być też feta, ale z tych twardszych, nie rozmazujących się)
- pudełko 500g pomidorków koktajlowych/daktylowych
- twardy ser typu cheddar, parmezan lub gruyere
- opakowanie surimi od Pescanovy
- garść listków rukoli
- pęczek rzodkiewki
- duży, świeży ogórek

Do koreczków warto sporządzić dipy, lub podać gotowe sosy. Surimi z ogórkiem i rzodkiewką na pewno polubi się z dipem orientalnym, na przykład na bazie sosu sojowego, pomidorki koktajlowe z rukolą i kosteczką sera bałkańskiego dobrze wypadną skąpane w dobrej jakości oliwie z odrobiną czosnku, zaś parmezanowi z oliwką i świeżą papryką dobrze zrobi towarzystwo lekkiego dipu na bazie jogurtu naturalnego z koperkiem. Nie są to absolutnie żadne twarde wytyczne, z sosami można dowolnie eksperymentować.
Prosta rzecz, nieszczególnie pracochłonna, a znika podczas nasiadówki w niebagatelnym tempie - znaczy, że smakuje! :)

piątek, 6 kwietnia 2012

Zielona tarta z miruną

Wielki Piątek to dla wielu z nas czas ścisłego postu. Zgodnie z tradycją powstrzymujemy się wówczas od spożywania potraw mięsnych i tłustych. Niektóre osoby unikają także specjałów z dodatkiem masła, jajek i śmietany, a na stołach pojawiają się głównie ryby i warzywa. Z tej okazji przygotowałam danie, które w większej mierze spełnia wymogi tego wyjątkowego dnia. Jest łatwe i szybkie w wykonaniu, a swoim wyglądem i smakiem zachwyci wszystkich domowników.

Co potrzebujemy?
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 duży filet z miruny od Pescanovy
1 opakowanie mrożonego szpinaku w liściach
pół opakowania (ok. 150 g) sera typu feta
pół cukinii
brokuł
1 średnią cebulę
2 jajka
pół szklanki śmietany 30%
czosnek, sól, pieprz

Do przygotowania zielonej tarty z miruną zabieramy się od dwóch najważniejszych składników: szpinaku i filetów. Rybę rozmrażamy w miseczce z wodą, smażąc w tym czasie szpinak na odrobinie oliwy. Gdy stanie się miękki, dodajemy sól, pieprz i cztery ząbki czosnku do smaku. Po przygotowaniu szpinaku, odstawiamy go do ostygnięcia.

Naczynie do tarty lub tortownicę smarujemy niewielką ilością oliwy i wypełniamy ciastem francuskim. Jeśli posłużymy się gotowym, będzie miało prostokątny kształt blachy. Odcinamy ok. 10 centymetrów ciasta, które posłuży nam do przykrycia ostatniej warstwy dania.

Ciasto nakłuwamy widelcem i równomierną warstwą nakładamy szpinak. Następnie przygotowujemy pozostałe składniki tarty: cukinię kroimy w kostkę lub plasterki, rozmrożony filet kroimy w paski, cebulę w piórka, brokuły dzielimy na małe różyczki. Wszystkie składniki układamy na szpinaku, pokrywając górę pokruszonym serem feta.

Aby w trakcie pieczenia nasza tarta nabrała zwartej konsystencji, zalewamy całość śmietanką, połączoną z dwoma jajkami i szczyptą soli. Tak przygotowane danie pokrywamy paseczkami ciasta francuskiego i wkładamy do piekarnika (200 st. C) na około 20-25 minut, aż wyrośnie i nabierze złotego koloru. Tartę serwujemy na ciepło lub na zimno, pokrojoną niczym tort. A gdyby nie post… z odrobiną beszamelu :).


Zdrowych, wesołych Świąt Wielkanocnych i stołów uginających się od najpyszniejszych dań! :)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Owoce morza w walce o piękną sylwetkę

Wiosna nastraja nas dwojako - z jednej strony jesteśmy zachwyceni dłuższym dniem, większą ilością promieni słonecznych, których tak bardzo spragniony jest nasz organizm, cieszy nas fakt, że wyjście na spacer nie oznacza nakładania na siebie piętnastu warstw, że jest cieplej, jaśniej, lżej... Z drugiej jednak strony wszystkie te warstwy - koszule, swetry, szale skutecznie odgradzały nas od refleksji na temat naszego ciała. Teraz, pozbywając się ich, z konsternacją stwierdzamy, że zimowy czas odcisnął swe piętno na naszej sylwetce i nie jest to piętno pozytywne.

Jak bardzo nie dbalibyśmy o dietę - trudno nie nabyć kilku nadprogramowych kilogramów w okresie zimowym, albowiem zapotrzebowanie na kalorie jest wtedy niewspółmiernie większe niż latem. Ochota na jedzenie jednak nie zawsze idzie w parze z realnymi potrzebami naszego organizmu i tak wiosną zastajemy się nieco większymi.
Cóż, ja również mam ten problem.
Jestem jednak zdecydowaną przeciwniczką wszelkich głodówek oraz źle zbilansowanych diet (których nie brakuje pośród tych, które mają nas szybko - lecz czy skutecznie? - odchudzić).
Dlaczego to nie działa?
Bo zdrowe i efektywne odchudzanie musi potrwać. A nikt z nas nie ma na tyle żelaznej woli, by zdzierżyć restrykcyjny post miesiącami. Nie wspominając już o tym, jak bardzo negatywnie mogą się takie eksperymenty odbić na naszym zdrowiu.

Co to znaczy - dobrze zbilansowana dieta, która ma za zadanie pozbawić nas niechcianych kilogramów? To taka dieta, w której znajdą się wszelkie niezbędne naszemu organizmowi składniki odżywcze, lecz jednocześnie bazująca na daniach niskokalorycznych - nieobfitych w tłuszcze, cukier i węglowodany. Rozejrzyjmy się i zastanówmy - które ze znanych nam narodowości cechuje ładna, szczupła sylwetka, dowiedzmy się jak najwięcej o ich kuchni i nawykach żywieniowych, a następnie - czerpmy z tej wiedzy garściami!

Czy wiecie, że Francuzki to jedne ze szczuplejszych w Europie kobiet? Jak to możliwe, skoro to nigdzie indziej, jak we Francji pochłania się tłuste croissanty, sery pleśniowe i białe pszenne bagietki? To wszystko prawda, jednak trzeba też nam wiedzieć, że francuskie nawyki żywieniowe przeciwdziałają nabywaniu otyłości przez częste zasiadanie do stołu. Francuzi jedzą niewielkie porcje do pięciu razy dziennie. Poza tym ich dieta to nie tylko kaloryczne bomby wymienione wyżej - francuska kuchnia bogata jest w owoce, warzywa i wreszcie - ryby oraz owoce morza!
Jedna jaskółka wiosny nie czyni - możecie powiedzieć, pójdźmy zatem dalej. Czyż mieszkanki basenu Morza Śródziemnego nie zachwycają nienagannymi figurami?
Menu diety śródziemnomorskiej jest bogate w produkty, poprawiające odporność organizmu, a także pozwalające trwale schudnąć. Dzięki lekkim posiłkom warzywnym, owocowym oraz bazującym na dobrach wyłowionych z morza młode Greczynki, Włoszki czy Hiszpanki utrzymują szczupłą sylwetkę. Owoce morza i ryby morskie ułatwiają spalanie kalorii, a dodatkowo wszystkie posiłki doprawiane są świeżymi ziołami i czosnkiem, co reguluje i przyśpiesza metabolizm.
Kolejną nacją, która zachwyca szczupłym ciałem, są Ska
ndynawowie. To nie przypadek, że ich dieta również bazuje na rybach i owocach morza
Tajemnica nienagannej sylwetki mieszkanek krainy wikingów tkwi w stymulowaniu metabolizmu. W ich diecie znajduje się dużo cennych kwasów tłuszczowych omega, które natychmiast pobudzają przemianę materii.
Podobnie rzecz się miewa w przypadku pań z Dalekiego Wschodu.
Ich codzienne menu działa jak kuracja oczyszczająca. Sekret diety azjatyckiej kryje się w ryżu, warzywach, przetworach sojowych oraz - co już nas wcale nie dziwi - rybach. Produkty te dodając energii oraz wzmacniając mięśnie, jednocześnie ułatwiają usuwanie toksyn z przewodu pokarmowego, co oczywiście naturalnie wspomaga utrzymanie pożądanej wagi.
Gdybym miała obrać jedną dietę, bazującą na kulinariach danej nacji, myślę, że byłyby to klimaty właśnie azjatyckie. Nie wiem, jak Wy, ale ja dziś zaczynam. Może nie od sushi, bo dziś nie bardzo mam czas na klecenie uroczych japońskich roladek, ale na dobry początek może jakąś aromatyczną potrawkę z woka? :)

piątek, 30 marca 2012

Tempura, czyli przysmaki w delikatnym cieście

Kuchnia japońska stała się w Polsce na tyle popularna, że wiele osób coraz śmielej i chętniej eksperymentuje z jej specjałami. Zauważalnie przybywa liczba amatorów sushi, co znajduje swoje odzwierciedlenie w wyrastających, jak grzyby po deszczu restauracjach i uginających się pod ciężarem orientalnych produktów sklepowych półkach. To dobra informacja dla wszystkich miłośników owoców morza, ponieważ są idealnym składnikiem tego typu dań. Początkujący entuzjaści japońskich specjałów, mają do dyspozycji szeroki wachlarz efektownych i smacznych propozycji, które wbrew pozorom nie są tak trudne w wykonaniu. Jednym z nich jest tempura, wymyślona pierwotnie przez Portugalczyków, czyli owoce morza i kawałki warzyw, otulone delikatnym ciastem.

Cała tajemnica tkwi w kruchym i chrupiącym cieście, którego przygotowanie jest dość proste. Należy jedynie pamiętać o kilku zasadach. Do przygotowania idealnej masy potrzebne jest:
1 jajko,
125 g mąki
woda.
Jajko należy wbić do miseczki, wlać 200 ml zimnej wody, dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Aby przyrządzić dobrą tempurę, miseczkę z ciastem należy trzymać w lodzie, aby było jak najbardziej zimne. Można też w trakcie mieszania dodać do składników 2-3 kostki lodu.


W tak przygotowanej masie zanurzamy ulubione składniki, obtaczając je wcześniej w niewielkiej ilości mąki, po czym smażymy na mocno rozgrzanym oleju, aż będą chrupkie i złociste. Na koniec odsączamy tłuszcz, wykładając smakołyki na papierowy ręcznik i delikatnie solimy.

Ten niekwestionowany przysmak z Kraju Kwitnącej Wiśni serwujemy z sosem sojowym i wasabi, słodko-kwaśnym lub pikantnym sosem, albo z dipami.

wtorek, 20 marca 2012

Rybka wzorcowa

Bywając nad Bałtykiem zawsze wracałam do smażalni dobrze znanych mi z wcześniejszych pobytów. W dobie nieskrępowanej przedsiębiorczości każdy myśli, że jest wirtuozem danej dziedziny, a przecież smażenie ryby to żadna filozofia. Otóż jednak jest to filozofia, skoro obiady u Zamojskich w Stilo cieszą się tak wielkim powodzeniem, że w sezonie trzeba grzecznie oczekiwać na wolne miejsce, podczas gdy u konkurencji ruch jest bardzo umiarkowany.
Nadmorski dorszyk, połowiony bladym świtem, przyrządzony kilka godzin później, w towarzystwie grubo ciosanych frytek zdobnych w kryształki morskiej soli i świeżutka surówka z białej kapusty a obok kufel regionalnie warzonego chłodnego (nie: zimnego!) piwa to dla mnie kwintesencja wakacji nad Bałtykiem.

Kilka dni temu zapragnęłam rybki w stylu nadmorskich smażalni, jednak z nieco bardziej udomowionym towarzystwem - ziemniakami puree z masłem osełkowym i koperkiem oraz surówką ze świeżej marchwi i winnych jabłek. Proste, przewidywalne i nieskończenie smaczne!

Składniki dla 3 osób:
- opakowanie ryby miruna od Pescanovy
- morska sól, świeżo zmielony pieprz
- jajko
- mieszanka 1:1 bułki tartej i mąki pszennej
- olej rzepakowy
- kilka ćwiartek cytryny

Dodatkowo:
- kilka ziemniaków
- kilka łyżek mleka
- łyżka masła osełkowego
- parę gałązek koperku
- 3 spore marchwie
- 1 niewielkie jabłko
- nieco soku z cytryny/limonki
- kilka kropli oleju
- łyżeczka płynnego miodu

Zaczynamy od ziemniaków i surówki, rybę zostawiając na koniec, bo najlepsza jest taka z chrupiącą panierką, prosto z patelni. Połówki ziemniaków gotujemy do miękkości w osolonej wodzie, a następnie, ugotowane i odsączone miażdżymy tłuczkiem dodając masło i mleko, oraz - w razie potrzeby - delikatnie soląc. Surówkę sporządzamy równie prosto - na dużym oczu tarki trzemy obrane marchwie i niekoniecznie obrane, lecz koniecznie umyte jabłko. Dressing stanowi sok cytrynowo-miodowy.

Teraz sedno: Rozmrożoną rybę płuczemy, osuszamy, solimy i pieprzymy. W dwóch talerzach sporządzamy składniki panierki - w jednym ma się znaleźć roztrzepane jajko, w drugim mieszanka bułki tartej i pszennej mąki. Przyprawione płaty ryby maczamy kolejno w zawartości obu talerzy.
Olej na patelni musi być BARDZO rozgrzany, tak, by wrzucony nań płat panierowanej ryby natychmiast zaczął się smażyć, w przeciwnym razie ryba wchłonie ponadprogramowe ilości tłuszczu, będzie niesmaczna i jeszcze bardziej kaloryczna.
Serwujemy wszystko razem w towarzystwie ćwiartek cytryny lub limonki.


piątek, 16 marca 2012

Sztuka jedzenia frutti di mare (cz.2)

Wracając do sztuki jedzenia owoców morza, warto przypomnieć, że sposób podania frutti di mare, jak i spożywania, zależy w głównej mierze od ich rodzaju. I skoro wiemy już, jak poradzić sobie z rybami i krewetkami, warto poznać niuanse nieco bardziej wyrafinowanych zasad jedzenia ostryg i skorupiaków.

Ostrygi i małże podaje się w otwartych muszlach, koniecznie na potłuczonym lodzie i z cytryną. W wielu miejscach można spotkać się z ułożeniem tych skorupiaków wokół naczynka z sosem koktajlowym. Przytrzymując muszlę palcami lewej ręki, odcinamy małżę od muszli, używając do tego specjalnego widelczyka do ostryg. W restauracji będzie to najmniejszy z podanych widelców. Przed spożyciem skrapiamy małżę cytryną, unosimy muszlę na wysokość ust i o ile nie jesteśmy na bardzo oficjalnym przyjęciu, wysysamy małżę wraz z płynem. Jeśli podano sos, nabijamy mięso na widelec i przed zjedzeniem zanurzamy w nim ostrygę. Oczywiście pod warunkiem, że sos jest tylko nasz! Jeśli dzielimy go z innymi gośćmi, wypada nałożyć sobie wcześniej trochę sosu na talerz.

O wiele więcej wysiłku wymagają homary, kraby i langusty. Przed podaniem należy je częściowo przygotować do konsumpcji, aby ułatwić zadanie miłośnikom tych znakomitych darów morza. Warto wykorzystać też duże serwetki, ponieważ ceremonia jedzenia homara zazwyczaj kończy się pochlapaniem. Homary serwujemy rozcięte wzdłuż tułowia i w pierwszej fazie jedzenia posługujemy się rękoma. Ukręcamy kleszcze i odkładamy na brzeg talerza, a następnie za pomocą dwuzębnego widelca z ostrymi szpikulcami wybieramy mięso z ogona, a potem z kleszczy. Każdy kawałek mięsa nabijamy na widelec i przed zjedzeniem maczamy w maśle lub w sosie. Jeśli chcemy poszczycić się mianem prawdziwego konesera, nie marnujemy ani kawałka. Odnóża homara odłamujemy ręką, łamiemy w środku i wyciskamy mięso zębami. Puste skorupki odkładamy do specjalnie postawionego półmiska, a po zakończeniu posiłku płuczemy dłonie w miseczce z gorącą wodą i plasterkami cytryny. Nieco łatwiej jest poradzić sobie z mniejszymi krabami. Jeśli krab jest w pancerzu jedzenie rozpoczynamy od odnóży. Wykręcamy jedno z nich i wysysamy mięso ze skorupki, podobnie robimy z drugim. Odnóża odkładamy na brzeg talerza. Aby skosztować mięso z korpusu, wybieramy je od spodu widelczykiem. Analogicznie do kraba postępujemy z langustą.

Pomimo tego, że otwieramy się na świat, poznajemy nowe kultury i serwujemy modne potrawy, reguły kulturalnego postępowania przy stole są prawie niezmienne. Pamiętajmy, że savoir vivre obowiązuje nie tylko gości przy stole, ale przede wszystkim gospodarza. Jeśli planujemy podanie wykwintnej potrawy z owoców morza, warto dowiedzieć się wcześniej, w jaki sposób powinno się serwować i jeść takie potrawy. Wszystko po to, żeby nie wyjść na osobę bez obycia i móc służyć radą innym.

_______________
photos from: weheartit.com

wtorek, 13 marca 2012

Seafood chowder

Innym, obok fish and chips, tradycyjnym daniem w irlandzkiej kuchni, przynajmniej tej serwowanej u wybrzeża Atlantyku, była zupa rybna, a ściślej mówiąc - zupa pełna owoców morza. Obie te potrawy bardzo często pałaszowałam przebywając w Irlandii, jednak gołym okiem widać, że należą one do zgoła odmiennej kategorii. O ile smażona na głębokim oleju ryba z frytkami to najzwyklejszy w świecie fastfood, o tyle chowder to danie z nieco wyższej półki, a o czym świadczy choćby jego cena w karcie menu oraz fakt, że podawana jest raczej w restauracjach niż barach.
Choć szef kuchni, w której jako studentka, pracowałam nie zdradził mi nigdy przepisu na zupę z owocami morza, to jednak natychmiast po powrocie na łono ojczyzny rozpoczęłam prace nad odtworzeniem tego niesamowitego smaku (nie ukrywam - przy wydatnej pomocy przepisów znalezionych w Sieci). Wiedziałam jedno - zupa jest dość tłusta, bo ilekroć ją pochłaniałam w przerwie na lunch, mój szef śmiał się, że teraz powinnam zaliczyć porządny jogging.



Składniki na spory gar zupy:
- bulion warzywny (marchew, korzeń i nać pietruchy, seler, spora cebula, 2-3 ząbki czosnku ugotowane w lekko osolonej wodzie)
- ćwierć lub 1/3 kostki masła (zależy jak bardzo przerażają Was kalorie ;)
- szklanka półwytrawnego białego wina
- mały kubełek śmietanki kremówki
- duży pęczek szczypioru
- kilka gałązek świeżego tymianku
- owoce morza: paczka krewetek oraz miruna (jedno i drugie od Pescanovy), opakowanie małży, kawałki ośmiornic
- świeżo zmielony czarny pieprz


Bulion powstaje w prosty sposób - obieramy włoszczyznę, wrzucamy do garnka z wodą, lekko solimy, przykrywamy o gotujemy około kwadransa, tak, by wszystkie warzywa zmiękły. Gdy tak się stanie, dodajemy masło i blendujemy całość, by nieco zagęścić zupę. Płuczemy rybę, kroimy na drobniejsze kawałki, podobnie - opłukujemy owoce morza. Wrzucamy do aromatycznego od warzyw bulionu, gotujemy kilka minut. Dodajemy białe wino oraz śmietankę, siekamy drobno tymianek oraz połowę szczypioru. Na niewielkim ogniu gotujemy jeszcze chwilę, by smaki przeniknęły się. Pieprzymy do smaku. Na koniec sypiemy również pozostałą część szczypiorku. Ma nie tylko walor smakowy - sprawia, że zupa pięknie prezentuje się na talerzu.

Można chowder podać z ziemniakami - najlepiej, gdy są młode (wtedy szorujemy je, lecz nie pozbawiamy delikatnej skórki.

piątek, 9 marca 2012

Sztuka jedzenia frutti di mare

Owoce morza i ryby należą do wytwornych składników wielu pysznych dań, dlatego należy im się wyjątkowe traktowanie, gdy znajdą się na talerzu. Warto poznać zasady spożywania frutti di mare, zanim zaskoczą nas rarytasy, których zechcemy skosztować. Znajomość sztuki jedzenia przyda się nie tylko w eleganckiej restauracji, ale także podczas spotkania towarzyskiego, gdy trzeba będzie pomóc naszym znajomym.

Nie każdym bowiem spotyka się na co dzień z tak wykwintną kuchnią i nie każdy musi wiedzieć, jak postępować z ostrygą, czy homarem… Ale zacznijmy od początku, czyli od ryb!

W przeszłości ryby jedzono dwoma widelcami i choć obecnie preferuje się inne zasady, nadal możemy spotkać się z taką formą podania. Należy wówczas pamiętać, że widelec, który trzymamy w prawej dłoni, służy nam za nóż i tak też należy się nim posługiwać. Współczesne zasady dobrego wychowania mówią, że do spożycia ryby używamy specjalnego, tępego noża, który służy do usuwania ości oraz widelca. Co zrobić, jeśli rybę podano nam w całości? W pierwszej kolejności usuwamy płetwy, następnie nacinamy skórę wzdłuż grzbietu i zdejmujemy wierzchni płat, pod którym kryje się mięso. Oddzielamy je z części grzbietowej ryby, następnie z części ogonowej i z długich ości, zsuwając delikatnie w dół. Po zjedzeniu mięsa z wierzchniej części ryby, sztućcami (nigdy palcami!) usuwamy na bok talerza kręgosłup wraz z ośćmi. Następnie zsuwamy mięso ze spodniej skóry i dopiero wtedy zjadamy do końca.

Owoce morza serwujemy i spożywamy w rożny sposób, w zależności od ich rodzaju. Podając niektóre z nich należy przygotować specjalne szczypce do kruszenia pancerza (np. homara) lub widelczyki do ostryg. Ważne jest także, aby nie zapomnieć o miseczkach wypełnionych wodą z cytryną, które służą do płukania palców.

Savoir-vivre dotyczy nie tylko małż i skorupiaków, ale także popularnych krewetek. Jeżeli zostały podane w formie koktajlu są obrane i małe, jemy je jednym kęsem. Jeśli krewetka jest większa i stanowi przystawkę, wystarczy przeciąć ją widelcem. Duże krewetki serwowane jako przystawka jemy palcami. Jeśli jednak krewetki stanowią danie główne, należy spożywać je za pomocą noża i widelca. Na samym początku na krewetki wyciskamy cytrynę. Jednak uwaga! Do zasad dobrego wychowania należy osłonięcie czynności łyżką, aby cytryna nie trysnęła na talerz innego gościa. Jeśli do dania podano w oddzielnej miseczce sos i jest przeznaczony tylko dla nas, możemy zanurzać w nim krewetki. Jeśli jednak naczynie z sosem jest wspólne, należy albo polać nim nasze danie albo nałożyć wystarczającą ilość na talerz. Co jeśli zrobić, jeśli krewetki podane na talerzu, nie zostały wcześniej obrane? W takim przypadku posługujemy się ręką, władamy kciuk pod skorupkę na górnym końcu, luzujemy ją i ściągamy. Skorupek nie odkładamy na swój talerz, tylko do osobnej miseczki, która powinna stać na stole.

Tyle z teorii, a jak wiadomo, nie ma lepszego sposobu nauki, niż praktyka. Namawiam więc do eksperymentowania z wysublimowanymi potrawami, które nie tylko dobrze smakują, ale także angażują uczestników spotkania i na długo pozostają w pamięci! Już niedługo podpowiemy, jak postępować z muszlami podanymi na talerzu oraz wszelkimi szczypcami i mniejszymi skorupiakami.

_______________________

photo from: beyondthepasty.wordpress.com

piątek, 2 marca 2012

Maki z paluszkami krabowymi

Od czasu do czasu, gdy mam mniej napięty harmonogram, lubię przyrządzić coś specjalnego. Dni kuchennych rewolucji nie zdarzają się zbyt często, jednak gdy tylko mam okazję, wykorzystuję ją do maksimum. Pichcenie sprawia mi dużo przyjemności, szczególnie gdy wiąże się z wypróbowaniem czegoś nowego. Do moich ostatnich kulinarnych popisów należy zaliczyć więc sushi. Wbrew pozorom nie jest aż tak trudne do wykonania, a praktyka czyni mistrza. Warto zaopatrzyć się w podstawowe składniki: nori, czyli prasowane algi, w które zawijamy składniki, odpowiedni ryż, sos do ryżu, sos sojowy i wasabi. Niezbędna jest też mata bambusowa do rolowania i dobrze naostrzony nóż. Do dzieła!

Składniki na dwie osoby:
3 płaty nori
250 g ryżu do sushi
por
szczypiorek
100 g łososia wędzonego
100 g śledzia
pół opakowania paluszków krabowych (surimi) Pescanova

Ryż gotujemy według przepisu i po ściągnięciu z ognia przyprawiamy łyżką sosu, po czym odstawiamy do ostygnięcia. Następnie przygotowujemy składniki, które posłużą nam za wkład do sushi. Liście pora i szczypiorek kroimy w paski o długości 5 cm. Podobnie postępujemy z rybami, które kroimy w paski o wymiarach 2 x 5 cm. Paluszki krabowe odpakowujemy z ochronnej folii.

Na matę bambusową kładziemy nori (po wyjęciu z opakowania płat kroimy na pół). Na 2/3 powierzchni nori układamy cienką warstwę ostudzonego ryżu. Moczymy często ręce, ponieważ ryż się klei, ale ostrożnie, aby nie przemoczyć nori. Następnie układamy obok siebie składniki: rybę + surimi + paseczki pora i szczypiorek. Można dodać także odrobinę wasabi. Bierzemy na palec niedużą ilość i smarujemy nim linię wzdłuż krawędzi wodorostów (po stronie bez ryżu).
Teraz rolujemy całość, używając do tego maty. Aby skleić ze sobą nori, moczymy płat w miejscu, gdzie nie ma ryżu i dociskamy. Po utworzeniu rolki, ostrym nożem bez ząbków kroimy nasze dzieło na niewielkie części.


Przepisów na maki jest nieskończenie wiele. Dlatego możemy użyć takich składników, jakie najbardziej lubimy. Gotowe maki podajemy z sosem sojowym i wasabi. Jeśli nie potrafimy posługiwać się pałeczkami, poszczególne kawałki jemy rękoma, w całości. Itadakimasu, czyli smacznego!

wtorek, 28 lutego 2012

Miruna zapieczona z pomidorami

Rybka lubi pływać - zwykł mawiać mój dziadek z przebiegłym uśmiechem, gdy podczas wigilii Bożego Narodzenia uchylał barek pełen rozmaitych procentowych zapasów. Zgadzam się w całej rozciągłości z dziadkiem - rybka bardzo lubi mokre towarzystwo, lecz tym razem mam na myśli pyszny pomidorowo-ziołowy sos.
Dziś na obiad podałam mirunę. Jest doskonała - zwarta i jędrna, a przy tym, po odpowiednim przyrządzeniu rozpływa się w ustach.


Składniki:
- opakowanie miruny od Pescanovy
- puszka pomidorów bez skórki
- 2 ząbki czosnku
- kilka gałązek natki pietruchy
- tymianek świeży lub suszony
- kilka kulek kolendry
- oliwa z oliwek
- sól, świeżo zmielony pieprz


Rzecz jest prosta, w sam raz na szybką akcję kuchenną po przyjściu z pracy, o ile pamiętaliśmy, by wyjąć rybę z zamrażalnika przed wyjściem, rano. Teraz płuczemy płaty ryby i osuszamy ręcznikiem papierowym. Solimy i pieprzymy.
Naczynie żaroodporne skrapiamy oliwą. Kładziemy rybę. Siekamy zieleninę i czosnek. Tłuczemy w moździerzu kolendrę. To wszystko układamy na rybie a następnie zalewamy całość pomidorami. W drugim naczyniu możemy zapiec ziemniaki. Zawsze staram się wykorzystać rozgrzany piekarnik jeszcze do innych rzeczy, które pieczone smakują lepiej niż z wody.
Ziemniaki obieram, myję, tnę na półcentymetrowe plasterki. W drugim naczyniu leję na dno nieco oliwy. Układam półplasterki ziemniaków, solę, oprószam oregano.
Pamiętajmy by na początku rozgrzać piekarnik do 200st. C.
Wkładamy najpierw naczynie z ziemniakami, a gdy zauważymy, że nieco zarumieniły się, wkładamy również drugie - z rybą. Całość przyrządzania potrawy trwa około pół godziny, a pieczenie nie więcej niż kwadrans. Smaczny i szybki obiad z dobroczynnymi kwasami Omega na wygłodniałego po dniu pracy intelektu ;).

piątek, 24 lutego 2012

Poszerzanie kulinarnych horyzontów

Podobno Polakom przejadły się już ziemniaki z kotletem i surówką oraz rosół. Coraz częściej słychać głosy, że śmielej eksperymentujemy z kuchniami świata, porzucając nieskomplikowane kulinarnie Włochy, czy Meksyk, na rzecz kuchni francuskiej, tajskiej, albo japońskiej. Obie wymagają nieco więcej zaangażowania, ale opanowanie podstaw daje gwarancję efektownych i smacznych potraw, które dają wiele satysfakcji nam i zachwycają naszych gości.

Ścieżki, którymi zaczynamy dość pewnie podążać we własnych kuchniach, mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze, na mniejszą skalę wykorzystujemy czerwone mięso, uczymy się wydobywać niepowtarzalny smak owoców morza i korzystamy z ciekawych dodatków, które jeszcze niedawno nie były dostępne na sklepowych półkach. Wystarczy wymienić mleko kokosowe, trawę cytrynową, czy aromatyczne przyprawy, zastępujące tradycyjne połączenie soli, pieprzu i papryki. Nie wspominając o dodatkach do sushi!

Jednak, aby móc cieszyć się smakiem nieco bardziej wyrafinowanych potraw, na przykład z dodatkiem krewetek, czy ośmiornic, trzeba wiedzieć, jak je kupować. Jak wiadomo, owoce morza dostępne w naszym kraju są importowane. Jeśli dokonujemy zakupów w supermarketach, co ma swoje niekwestionowane plusy, jak dostęp do mniej popularnych małż, czy kalmarów, warto dowiedzieć się, kiedy są dostawy. Gdy już uzyskamy tę wiedzę, ze spokojem możemy zaplanować większe zakupy w dniu, gdy dary morza trafiają do zamrażarek.

Świeże owoce morza są w Polsce trudno dostępne, ale jeśli już uda nam się takie nabyć, najlepiej przygotować je w tym samym dniu. Jednak uwaga na naciągaczy! Na przykład krewetki nadają się do zjedzenia zaledwie 24 godziny od złowienia, więc nie ma szans, aby dotarły do naszego kraju w tym czasie. Nie warto wierzyć sprzedawcom, którzy zapewniają nas, że jest inaczej!

Jeśli więc nie posiada się odpowiedniego doświadczenia w nabywaniu owoców morza, najbezpieczniej jest wybierać morskie smakołyki w wersji mrożonej. Włączenie ich do codziennej diety to ogromne urozmaicenie i pewny sposób na oczarowanie gości podczas wspólnej kolacji.

___________
photos from: zastavki.com, freshfreshseafood.com

piątek, 17 lutego 2012

Miruna w towarzystwie kokosa

Jeśli do tej pory nie byliście fanami potraw rybnych, jestem przekonana, że po wypróbowaniu poniższego przepisu zmienicie zdanie. Ryby są znane ze swojej wysokiej wartości odżywczej i korzystnego wpływu na organizm. Znajdziemy w nich pełnowartościowe białko, nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę D i wiele korzystnych dla naszego zdrowia składników mineralnych, jak jod, selen, fluor, magnez, czy wapń. Zachęcam Was do wypróbowania bardzo aromatycznego i szybkiego w przygotowaniu dania z filetów miruny, która należy do tej samej grupy ryb, co dorsz, mintaj, czy flądra. Co prawda ryby chude mają niską zawartość dobroczynnych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3, jednak nadal są bogate w wartościowe składniki odżywcze. Jeśli do tej pory uważaliście, że niskokaloryczne ryby są suche i bez dużej ilości masła nie da się ich zjeść, będziecie mile zaskoczeni efektem połączenia delikatnych kawałków białego mięsa z sosem na bazie mleka kokosowego.

Składniki:
1 opakowanie mrożonych filetów z miruny od Pescanovy
2 średnie cebule
3 papryki
1 średnia cukinia (lub 2 małe)
1 limonka
1 puszka mleka kokosowego
masło
olej słonecznikowy
mąka
przyprawy: sól, chilli, pieprz kajeński, curry, pasta curry, sos rybny

Wszystkie warzywa kroimy w kostkę, jednak w pierwszej kolejności szklimy cebulę na maśle, a dopiero potem dodajemy: paprykę i po minucie cukinię. Warzywa puszczą sok, jednak pomimo tego trzeba delikatnie je mieszać, aby nie przywierały do patelni. Dodajemy łyżkę sosu rybnego, zamiast soli. Gdy kolorowa mieszanka osiągnie preferowaną przez nas miękkość, zalewamy ją mlekiem kokosowym. Zmniejszamy ogień i gdy całość nabierze jednolitej konsystencji, przyprawiamy sokiem wyciśniętym z limonki i łyżeczką pasty curry. Dusimy 3 minuty.


Rozmrożone filety z miruny kroimy w paski, ręcznikiem kuchennym odsączamy wodę i przyprawiamy: solą, pieprzem kajeńskim, chilli i odrobiną curry. Kawałki przyprawionej ryby obtaczamy w mące i wrzucamy na rozgrzany olej słonecznikowy, po czym opiekamy z obu stron.
Po usmażeniu ryb (zajmuję to tylko chwilę), układamy kawałeczki na talerzu, po czym polewamy sosem z mleka kokosowego i warzyw.